Marzenia do spełnienia

sobota, grudnia 31, 2016 Magda 0 Comments


Jeszcze kilka lat temu robiłam noworoczne postanowienia, a na Sylwestra miałam ambitne plany zabawy. Te pierwsze dodawały mi energii, te drugie były raczej źródłem frustracji. Zrezygnowałam z tego i z tego, bo bilans i tak wychodzi na zero. Ale...
...ostatnio usłyszałam coś, co kazało mi znów poczuć dreszczyk towarzyszący początkowi Nowego Roku i nowemu rozdaniu. Te inspirujące słowa, choć zdarza się to niestety rzadko, padły w kościele. 25 grudnia, zanim wszyscy ruszyli po mszy do domu, proboszcz powiedział: "człowiek jest stworzony do wielkich pragnień. Nie drobnych, prozaicznych, codziennych życzeń, ale właśnie wielkich życiowych marzeń, a Boże Narodzenie jest najlepszym czasem, by prosić o ich spełnienie."
Nie spodziewałam się takiego przesłania z ambony. Może podskórnie czułam, że dostałam już w życiu tak wiele, że proszenie o więcej miałoby w sobie coś z chciwości. I może dlatego pozwoliłam, żeby moje marzenia trochę się zakurzyły.


Prawda jest taka, że na co dzień czuję się po prostu szczęśliwa i mój apetyt na życie nie daje o sobie znać tak często, jak kiedyś. Czasem dzieje się u mnie na tyle dużo, że nie widzę już miejsca na nowe doświadczenia. Kiedy latem porządkowałam moje pudło z pamiętnikami z pamiątkami z okresu liceum i studiów, uśmiechnęłam się. Zobaczyłam, że większość spisanych kiedyś marzeń mogę przepisać po stronie "spełnione" (poza opanowaniem gry na skrzypcach!). Z tych mniej prywatnych mogę tu wymienić napisanie książki, podróże, pisanie artykułów, własną stałą rubrykę w magazynie, udział w audycji w radiu i programie w telewizji. Oraz własny blog :) Tak, mogę śmiało powiedzieć, że zdecydowaną większość rzeczy, jakie sobie wymarzyłam, zrealizowałam. Może wybrałam sobie realistyczne cele, a może marzenia po prostu się spełniają (choć ja wierzę, że sami to robimy).


"Uważaj o czym marzysz, bo ci się spełni" - słyszałam nieraz i rzeczywiście zaczęłam się zastanawiać, czego jeszcze bym chciała. A raczej - czego rzeczywiście jeszcze potrzebuję?
Niedawno prowadziłam nietypowe lekcje dla licealistów w moim rodzinnym Tomaszowie. Opowiadałam im o tym, jak to jest spełniać swoje marzenia. Pisać książki, podróżować, znaleźć pracę, którą się lubi. Dawno nie denerwowałam się tak przed żadnym wystąpieniem. Prezentacja przed centralą firmy czy wywiady na żywo nie wywoływały we mnie tyle stresu, co chęć mówienia do młodych ludzi tak, żeby chcieli mnie słuchać i wynieśli z tego coś dla siebie.
Przygotowując się do tych lekcji po raz pierwszy od dość dawna zaczęłam się zastanawiać, co teraz, na obecnym etapie życia, wpisałabym na listę swoich marzeń. Nie rozsądnych życzeń dotyczących zdrowej, bezpiecznej codzienności, ale frywolnych, zuchwałych, odważnych, czasem bezczelnych marzeń. I wtedy zrozumiałam różnicę. Marzenia nie muszą być sensowne ani pożyteczne. A mimo to są nam potrzebne. Skoro mówi tak nawet ksiądz przed ołtarzem, musimy się z tym zgodzić :)


Spisuję więc nową listę moich marzeń. Niekoniecznie na 2017 rok :) Kilkoma mogę się z Wami podzielić.

1. Własna audycja w radiu (choć nie cierpię słuchać mojego głosu!)
2. Podróżniczy Bucket List - Malediwy, Fidżi, Hawaje, Zanzibar, Kapsztad, Australia. Kiedyś poświęcę temu osobny post.
3. Prowadzony przeze mnie kurs z własnymi uczniami. Mam kilka pomysłów.
4. Napisanie sztuki lub scenariusza filmu.
5. Napisanie piosenki (mam na myśli słowa - bo nie znam nut :)

 A o czym Ty marzysz?


Zdjęcia: www.pixabay.com

0 komentarze: