Na wyspie kobiet - recenzja

czwartek, października 27, 2016 Magda 0 Comments




Recenzja książki "Kobiety na Zanzbarze" pod patronatem zgubsietam.pl

Pewna kobieta śniła o Afryce. Życie w Polsce jej nie rozpieszczało, może dlatego po powrocie z każdego safari coraz bardziej tęskniła. W końcu postawiła wszystko na jedną kartę. Zbudowała dom na afrykańskiej wyspie. To właśnie tam odnalazła siebie i spotkała miłość.

O tym jest książka „Dom na Zanzibarze”, prawdziwa historia, która ukazała się kilka lat temu. Brzmi jak bajka z happy endem? Teraz możemy dowiedzieć się, co było potem, kiedy już opadła powieściowa kurtyna ze słowami „I żyli długo i szczęśliwie”. Dorota Katende właśnie wydała kontynuację swojej afrykańskiej opowieści.


 „Kobiety na Zanzibarze” to, wbrew temu, co sugeruje tytuł, szeroki obraz życia na wyspie. Ja nazwałabym go raczej „Dzienniki zanzibarskie”, bo szczegółowo i bardzo klimatycznie opisuje tamtejszą codzienność. Choć kobiet oczywiście jest w tej historii sporo. Zaczynając od głównej bohaterki, Polki, która zamieszkała w Afryce i poślubiła Zanzibarczyka, przez rdzenne mieszkanki wyspy, po Europejki, które przyjeżdżają tu na wakacje. Każda z nich jest inna i czego innego szuka. A jednak wszystkie świetnie się uzupełniają. Pokazuje to rozdział „Ona i ja”, który przeczytacie tutaj.

„Kobiety na Zanzibarze” czyta się jak współczesną wersję „Pożegnania z Afryką”. Na początku każdego rozdziału znajdziemy cytaty z Karen Blixen, które okazują się zaskakująco aktualne także dziś. Na stronach książki można poczuć się jak na ścieżkach wioski Jambiani – tak blisko wchodzimy w codzienność jej mieszkańców. Poznajemy sąsiadów autorki, pracowników jej pensjonatu, sprzedawców z miejscowych sklepików. Dowiadujemy się, jak na Zanzibarze prowadzi się interesy i załatwia urzędowe sprawy (to zdecydowanie nie bajka). Zaglądamy na targowe stragany i pod przykrywki garnków, w których perkoczą lokalne potrawy pod czujnym okiem mężczyzn (gotowanie to ich domena – raj!). Pojedziemy na zakupy do Stone Town i na pobliskie uprawy słynnych zanzibarskich przypraw. Nie zabraknie też safari z nocnymi opowieściami przy ognisku.


Jak na kobiecą książkę przystało, są w „Kobietach na Zanzibarze” osobiste zwierzenia, bo życie na innym kontynencie, z afrykańskim mężem, nie zawsze przypomina sielankę. Przeciwnie, bywa powodem wielu wątpliwości i osamotnienia.
W opowieści o Afryce nie może zabraknąć gorącej temperatury i burzy zmysłów – autorka bez pruderii pisze o wszystkim, co chcielibyśmy wiedzieć o seksie Afrykańczyków, ale boimy się zapytać.
Z przyjemnością objęłam „Kobiety na Zanzibarze” patronatem www.zgubsietam.pl. Tym bardziej, że książkę autorka wydała samodzielnie, z dala od wielkich wydawców i sieci handlowych. A takie inicjatywy trzeba wspierać. Książkę kupicie tu – www.dorotakatende.com,  także w zestawie z „Domem na Zanzibarze” i afrykańskimi kangami. To świetne remedium na jesienne szarugi.


Zdjęcia: www.pixabay.com

0 komentarze: