Z życia rezydentki - wywiad

środa, sierpnia 10, 2016 Magda 0 Comments


O nawykach polskich turystów, życiu w Kenii  i o tym, czy praca w biurze podróży to całoroczne wakacje rozmawiam z Ewą Serwicką - autorką bloga www.dalekoniedaleko.pl.

Czym zajmuje się rezydentka biura podróży?

Ewa Serwicka: Moja praca polega na opiece nad turystami – począwszy od powitania ich na lotnisku, poprzez organizację spotkania powitalnego, kiedy przekazuję najważniejsze informacje dotyczące pobytu i mojej dostępności na dyżurach, podczas których można zgłaszać do mnie problemy, pytania lub zarezerwować wycieczki, aż po odprawę na lotnisku przed powrotem do domu. Do tej pory pracowałam w Portugalii, Hiszpanii, Bułgarii, Grecji i Kenii a obecnie na Zanzibarze.

Rzuciłaś etat w firmie zajmującej się doradztwem w zakresie komunikowania i public relations. Lubiłaś tę pracę, ale pozbawiała cię czasu na podróżowanie i robienie tego, co naprawdę chciałaś. Czy teraz możesz w większym stopniu decydować o sobie?

Tak, chociaż nadal nie jestem w stu procentach elastyczna. W letnie miesiące nie mam na przykład absolutnie żadnej możliwości wzięcia urlopu.

Czy jako rezydentka masz czas podróżować po krajach, w których pracujesz?

W czasie sezonu tylko trochę – mając jeden dzień wolny od pracy w tygodniu (a i tak będąc nadal pod telefonem) mogę zwiedzić najczęściej tylko najbliższą okolicę.

Jak wyglądają twoje wakacje, skoro twoja codzienność już je przypomina?

Moja codzienność w żadnym stopniu nie przypomina wakacji. Pracuję na pełen etat, kilkadziesiąt godzin w tygodniu, z tylko jednym dniem wolnym. Wakacje również przeważnie spędzam za granicą. Z tą różnicą, że nie jestem przywiązana do telefonu.

fot. Ewa Serwicka www.dalekoniedaleko.pl

Jakimi turystami są Polacy? Czy różnimy się od turystów z innych krajów?

Uważam, że nie powinniśmy mieć kompleksów. Zarówno wśród Polaków jak i innych narodowości trafiają się osoby, które nie umieją się zachować, ale zdecydowana większość to bardzo sympatyczni ludzie. Pracuję z Polakami i Niemcami i jedyna różnica, jaką zauważam, to podejście do problemów i reklamacji. Niemcy najczęściej przychodzą z konkretną sprawą (nieumyta łazienka, nie działa klimatyzacja w pokoju, są tylko dwa dania do wyboru w restauracji hotelowej) i z konkretnymi oczekiwaniami (wyszorowanie, naprawa, zmiana pokoju czy hotelu). Polacy natomiast przychodzą się poskarżyć, ale czasem nie potrafią sprecyzować, o co im chodzi. Słyszę, że hotel ma cztery gwiazdki, ale oni nie daliby mu więcej niż dwie. Kiedy pytam, co jest nie tak, odpowiadają „ogólnie ten hotel jest słaby”. W takich przypadkach ciężko mi pomóc.

Czy rozwój turystyki zmienia kraje takie jak Kenia? Czy są to zmiany na lepsze czy na gorsze?

Oczywiście, że zmienia. Są to zmiany na "inne". Z jednej strony wiele rzeczy się komercjalizuje, a z drugiej turyści przywożą do kraju pieniądze. Czy w imię chęci zachowania niekomercjalnego charakteru miejsca mamy prawo wymagać, by miejscowi ludzie nie korzystali z rozwoju?

Jak przebiega interakcja turystów z Kenijczykami? Panuje wzajemna ciekawość czy obustronne stereotypy? Czy turyści w kontaktach z miejscowymi mogą czuć się bezpiecznie?

Na co dzień turyści jak najbardziej mogą czuć się bezpiecznie, bo Kenijczycy są bardzo mili, przyjaźni i otwarci. To moja opinia, ale ostatnio spotkałam się z odmiennym zdaniem – że miejscowi z niechęcią patrzyli na turystów schowanych w busie z aparatami. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z taką reakcją i byłam zaskoczona. Może dlatego, że ja nie chowam się za szybą, tylko staram się wyjść do ludzi. I oni to doceniają. Oczywiście znajdzie się wielu Kenijczyków, którzy na turystach  będą chcieli po prostu zarobić, a nawet próbować ich naciągać. Ale w którym kraju nie ma naciągaczy? Nawet w Polsce są! Jedyne co odradzam, to spacery po zmroku. W nocy zawsze lepiej wziąć taksówkę.

fot. Ewa Serwicka www.dalekoniedaleko.pl

Na Twoim blogu www.dalekoniedaleko.pl czytam: "Co byś zrobił, jakbyś zobaczył wypadek na drodze? Automatyczna i w większości przypadków prawidłowa reakcja to zatrzymać się, wezwać pogotowie i policję, udzielić pierwszej pomocy. Ale… to jest Afryka. Tutaj po prostu jedziesz dalej." Jest aż tak niebezpiecznie?

Niestety, w takiej sytuacji tak. Jedyne, co trudno mi zaakceptować w Afryce, to podejście do ludzkiego życia. Jako białoskóra osoba w Kenii widząc wypadek, nie powinnam się zatrzymywać i pomagać, bo narażam się na niebezpieczeństwo. Byłam w takiej sytuacji i bardzo to mną wstrząsnęło.

Czy Kenijczycy są ciekawi Europejczyków? Jakie mają do nas nastawienie?

No cóż, znają Europejczyków już od czasów kolonialnych, więc dobrze wiedzą, z kim mają do czynienia. Odnoszę wrażenie, że wielu Kenijczyków traktuje przybyszów z Europy jak osoby niewiarygodnie bogate, które mają jakiś niepisany obowiązek wspierać Afrykę. Chętnie wyciągają więc ręce po pieniądze. Ale pomijając to, moim zdaniem są bardzo przyjaźni.

fot. Ewa Serwicka www.dalekoniedaleko.pl

Mam wrażenie, że do takich krajów jak Kenia często jeździmy z własnymi wyobrażeniami. Szukamy obrazków jak z "Pożegnania z Afryką" i jesteśmy rozczarowani, gdy ich nie znajdujemy. Jaka jest prawdziwa Kenia? I czy można ją poznać w czasie dwutygodniowych wakacji?

Nie można. O tym, jaka jest prawdziwa Kenia, można by napisać niejedną książkę. Z jednej strony to kraj trzeciego świata, gdzie do luksusowych hoteli przejeżdża się przez slumsy, w których na stertach śmieci pasą się krowy, a obok nich bawią się dzieci. Z drugiej – kraj, który jako pierwszy wprowadził możliwość płatności i przesyłania pieniędzy za pomocą telefonów komórkowych, które mają wszyscy Kenijczycy. I jak tu w skrócie powiedzieć, jaka jest Kenia?

fot. Ewa Serwicka www.dalekoniedaleko.pl


Katalogi biur podróży kuszą zdjęciami z safari i masajskich wiosek. A jak wygląda Kenia poza takimi turystycznymi „rezerwatami”? Czy pielęgnuje się tradycje lokalnych plemion, czy dzikie zwierzęta mają szansę przetrwać poza zamkniętymi parkami?

Wiele plemion zatraca swoje tradycje, szczególnie jeśli chodzi o ubiór czy święta. Z drugiej strony nadal zdarza się płacenie za narzeczoną czy społeczna akceptacja tego, że mężczyzna może mieć wiele kobiet. W Kenii mówi się co najmniej czterdziestoma dwoma językami i są wciąż żywe. Każdy posługuje się swoim plemiennym językiem, większość mieszkańców dodatkowo mówi w suahili, a wielu także po angielsku. Co do zwierząt, to w parkach narodowych jest im po prostu najlepiej. Są tam najbezpieczniejsze.

fot. Ewa Serwicka www.dalekoniedaleko.pl

Jak pracuje się z Kenijczykami?

Trzeba przyzwyczaić się do tego, że niektóre rzeczy będą zrobione powoli, że niektóre nie będą zrobione wcale. Tutaj nikt się nie spieszy. Z początku trudno się do tego przyzwyczaić, ale potem jest lepiej.

Film Urlicha Seidla "Raj: miłość" pokazuje zjawisko kobiecej seksturystyki w Kenii. Teresa, pięćdziesięciolatka z Europy, jedzie na wakacje do kenijskiego kurortu i przeżywa tam erotyczną przygodę. Kadry z filmu pokazują białe kobiety w średnim wieku przed szpalerem młodych, wysportowanych Kenijczyków, w których mogą przebierać. Obserwowałaś to zjawisko? Czy jest powszechne, jak wpływa na lokalną społeczność?

Film jest moim zdaniem celowo przerysowany. Oczywiście, są takie sytuacje, jednak dotyczą niewielkiej grupy turystów. Poza tym większość hoteli nie wpuszcza na swój teren osób, które nie są w nim zameldowane. A jeśli ktoś z obsługi zdecydowałby się na romans z gościem, ryzykuje utratą pracy. Oczywiście miejscowi, jeśli maja okazję, to korzystają z niej – w Kenii bardzo łatwo jest oddzielić miłość od seksu, więc nie ma z tym problemu. Mnie to wszystko nie oburza. Jeśli jest to umowa między dwojgiem dorosłych ludzi, to naprawdę nic nam do tego, co robią w sypialni.

fot. Ewa Serwicka www.dalekoniedaleko.pl

Co na to wszystko kenijskie kobiety? Przyzwalają na takie „zajęcie” mężczyzn?

Jest to tu w pewien sposób społecznie akceptowalne, że mężczyzna ma wiele kobiet. W dodatku jak już wspomniałam, seks oddziela się od miłości. No i ostatnia sprawa – zajmują się tym nie tylko mężczyźni. Kobiety również!

Jak w ogóle żyje się współczesnym Kenijkom? O czym marzą, jakie mają problemy?

To jest bardzo trudne pytanie. Tak jakbyśmy zapytali się, o czym marzą Polki? Jedna marzy o tym, by znaleźć męża, inna o tym, by skończyć szkołę a jeszcze inna o tym, by otworzyć sklep i zarabiać pieniądze. Problemy też są różnorakie – począwszy od tego, co włożyć do garnka po to, w której sukience pójść na imprezę.

fot. Ewa Serwicka www.dalekoniedaleko.pl


Chciałabym cię zapytać o pomoc afrykańskim krajom. Niektórzy z nas bez zastanowienia przekazują pieniądze organizacjom pożytku publicznego, inni się wahają: że pomagać trzeba umieć, bo bez odpowiedniej wiedzy i przygotowania można narobić w lokalnej społeczności więcej szkody niż pożytku. Jakie jest twoje zdanie? Pomagać Afryce czy lepiej zostać na bardziej znanym, polskim podwórku?

Uważam, że pomagać trzeba umieć, a najgorsze co możemy robić to przyjeżdżanie do Kenii ze starymi t-shirtami czy długopisami i rozdawanie ich na lewo i prawo, bo to uczy (a raczej utwierdza w przekonaniu), że przybysze mają obowiązek dawać, a Kenijczycy nie muszą się starać, bo ktoś zawsze im da. Szkoda mi ludzi, którzy pracują i starają się utrzymać rodziny, ale nie mogę nie zauważyć tych, którzy zamiast poszukać sobie zajęcia wolą wystawać na plaży i wyciągać ręce do turystów. Kenijczycy powinni zakasać rękawy i wziąć się ostro do roboty, ale to dla nich trudne. Często mają przekonanie, że coś im się od świata należy, poza tym w Kenii mało kto planuje długofalowo. Po co myśleć o tym, co będzie za rok czy za dwadzieścia lat, skoro wtedy mogę już nie żyć? W Kenii żyje się z dnia na dzień.

fot. Ewa Serwicka www.dalekoniedaleko.pl

Czy praca związana z podróżami pomaga ci w podjęciu decyzji, gdzie chciałabyś zamieszkać na stałe?

Jeszcze nie wiem, czy w ogóle potrafiłabym gdzieś zostać na stałe. Wiem jedno – na  starość chciałabym pomieszkać w Lizbonie. Ale do emerytury jeszcze daleko!


fot. Ewa Serwicka www.dalekoniedaleko.pl


0 komentarze: