Francja kobiecym okiem - recenzja

poniedziałek, sierpnia 29, 2016 Magda 0 Comments


Francja jest jednym z krajów, które zostawiam sobie na podróżniczy deser. Czytając ten przewodnik, nabrałam na nią jeszcze większego apetytu.

Na początku mojej samodzielnej turystycznej drogi, czyli mniej więcej na pierwszym roku studiów, postanowiłam, że na pierwszy ogień biorę kierunki bardziej wymagające i niewygodne. Uznałam, że w pewnym wieku po prostu nie będzie mi się chciało znosić trudów takich podróży: wielodniowych przepraw pociągiem, noclegów w co najmniej skromnych warunkach i jedzenia pozostawiającego wiele do życzenia zarówno jeśli chodzi o jakość, jak i ilość. Po cichu liczyłam też na to, że na późniejszym etapie życia zamienię wyprawy z plecakiem na nieco bardziej komfortowe.
Są kraje, które zasługują na to, żeby poznawać je z zasobniejszym portfelem i w tempie spokojniejszym niż frenetyczne nabijanie wrażeń, inaczej po prostu wiele nas omija. Francja jest jednym z nich.
Szkoda zwiedzać ją w pośpiechu, nie zatrzymując się na dłużej w miejscach wartych podziwiania o różnych porach dnia. Żal byłoby nocować na kempingach czy w tanich hostelach zamiast w urządzonych ze smakiem, nastrojowych pensjonatach. Grzechem - nie spróbować tutejszej kuchni, podlanej kieliszkiem znakomitego wina.
Marcia DeSanctis, autorka książki „100 miejsc we Francji, które każda kobieta powinna odwiedzić”, serwuje czytelnikom własnoręcznie skomponowaną listę francuskich uroków. Bo, jak pisze, „To kraj, który otwiera przed kobietami ramiona, dobrze wiedząc, co kochają”. Z tego osobistego przewodnika, który z pewnością spodoba się nie tylko przedstawicielkom płci pięknej, można korzystać na kilka sposobów: systematycznie czytać kolejne rozdziały albo poruszać się od regionu do regionu. Ja potraktowałam lekturę jak pudełko pastelowych macarones – ze spisu treści losowałam te atrakcje, na które przyszła mi akurat największa ochota.

fot. www.pixabay.com
Najpierw Prowansja. Podpowiedź, gdzie znaleźć najlepsze widoki, najbardziej urokliwe miasteczka i najbardziej oszałamiające pola lawendy. A także krótki kurs komponowania zapachów w Grasse, aromatycznej stolicy perfumeryjnego rzemiosła.
Dalej: wybrzeże. Najpiękniejsze plaże, eleganckie kurorty (ach, Saint Tropez!) i spacer po la Criosette, legendarnej promenadzie gwiazd filmowych w Cannes.
Następnie: kuchnia i wino. Selekcja najlepszych, bo osobiście sprawdzonych restauracji i knajpek. Prowadzone kobiecą ręką winnice w Burgundii, szlak winny w Alzacji, uprawy apelacji Bandol, czyli prowansalskie źródło niezrównanego rosé oraz szampańska Route de Champagne.
Poza tym godny 150-stronicowego opisu Paryż, największy pchli targ na świecie w Lille, zachwycające ogrody Moneta, Albi – czerwone miasto Toulouse-Lautreca, najlepsze kursy francuskiego i wiele, wiele więcej.
Te wszystkie nastrojowe znaleziska to efekt czterech lat, które autorka, dziennikarka i pisarka, spędziła we Francji. Powrotu do rodzinnych Stanów zawsze żałowała, bo to kraj nad Sekwaną okazał się jej miejscem na ziemi. Uważa, że każdy powinien chociaż raz w życiu zwiedzić Francję. Po lekturze „100 miejsc” jestem na to gotowa.

Mocne strony tej książki:

1.    Zamiast monotonnej turystycznej wyliczanki – osobiste, podany w klimatyczny sposób wskazówki, przypominające inspirującą rozmowę w kawiarence dla podróżników
2.    Ciekawy wybór miejsc według różnych kluczy – restauracje, winnice, perfumerie, ogrody, pchle targi, klasztory i katedry, domy i muzea artystów.
3.    Wspomnienia autorki z czasów, kiedy mieszkała w Paryżu, legendy i lokalne ciekawostki.

Komu się spodoba:

1.   Wszystkim frankofilom, tym początkującym i bardziej zaawansowanym
2.    Planującym podróż do Francji na własną rękę, chcącym doświadczyć czegoś więcej niż atrakcje z folderu biura podróży
3.   Elegantkom i miłośniczkom Coco Chanel, ceniącym zapach dobrych perfum, dotyk szykownego jedwabiu i stukot szpilek na paryskim bruku.

100 miejsc we Francji, które każda kobieta powinna odwiedzić
Marcia DeSanctis
Wydawnictwo Literackie
39,90 zł


0 komentarze: