Moje Cambridge - wywiad

wtorek, lipca 26, 2016 Magda 0 Comments


Królowa, poradniki i brexit, czyli o życiu w dzisiejszej Anglii opowiada Agnieszka Sochoń - Polka wykładająca w Cambridge.

Jak to się stało, że trafiłaś do Cambridge i zostałaś na stałe?

 Zaczęło się od tego, że po latach praktyki w nauczaniu języka angielskiego postanowiłam się doszkolić i uzyskać międzynarodowy dyplom DELTA. Był to spory wysiłek finansowy, czasowy oraz emocjonalny, więc gdy odbierałam wyniki od mojego tutora, westchnęłam i zapytałam - "I co dalej?" A on na to, zupełnie poważnie, - "Jedź uczyć do Wielkiej Brytanii". Zaskoczył mnie, ale wzięłam sobie tę poradę do serca i tak znalazłam się w Cambridge. Zaproponowano mi tu pracę na kursie wakacyjnym. To była świetna przygoda, po której spakowałam walizkę i wróciłam do Warszawy. W ramach urlopu popłynęłam jeszcze w rejs morski na Bornholm, a po powrocie okazało się, że czeka na mnie niespodzianka w postaci dziewięciomiesięcznego kontraktu w tej samej szkole w Cambridge. Tym sposobem jestem tu już od czterech lat, założyłam rodzinę, mam przyjaciół. 

fot. Agnieszka Sochoń


Polka ucząca angielskiego w legendarnym ośrodku akademickim to spore osiągnięcie. Gdzie tak świetnie nauczyłaś się angielskiego?

A wiesz jak późno zaczęłam naukę? Dopiero w wieku 14 lat! Teraz dzieciaki zaczynają już w przedszkolu. Uczyłam się najpierw w szkole, a potem dostałam się na kurs językowy do słynnych warszawskich Metodystów. I choć nauka sprawiała mi frajdę, to prawdziwy przełom nastąpił na ostatnim roku studiów na SGH, gdy w ramach programu stypendialnego Tempus wyjechałam na uniwersytet do Anglii. Myślę, że to właśnie od tamtego momentu zmieniła się jakość mojego angielskiego, poprzez codzienny kontakt z językiem i zanurzenie w kulturę. Potwierdzeniem było uzyskanie certyfikatu Proficiency, do którego przygotowałam się całkowicie we własnym zakresie, trochę przy okazji pisania pracy magisterskiej z finansów.

fot. Agnieszka Sochoń

Opowiedz, jak wygląda twój dzień pracy. 

Zaczynam od sprawdzenia pogody, tej za oknem i tej w internecie. To już odruch, bo trzeba wiedzieć, jak się ubrać, gdyż pogoda bywa... no cóż, angielska! A ja się poruszam po mieście rowerem. Rano na ścieżce rowerowej jest tłoczno, ale ruch odbywa się płynnie, bo ścieżka jest dwupasmowa (dla wolniejszych i dla tych, którym bardzo się spieszy). Nie mam daleko, zresztą w Cambridge wszędzie jest blisko. Szczególnie lubię odcinek, przy którym wiosną kwitną magnolie. Do pracy przyjeżdżam przed 9. Około 13 zaczyna się przerwa na lunch - to czas na odsapnięcie i integrację w pokoju nauczycielskim, na przykład wspólne rozwiązywanie krzyżówki z Guardiana. Latem podczas przerwy lubię zabierać moją herbatę z mlekiem do ogrodu, gdzie można się zaszyć i trochę wyciszyć. Zajęcia kończą się przed 17, ale często trzeba zostać dłużej, wypełnić raporty, przygotować zajęcia na drugi dzień, sprawdzić testy i wypracowania. To ciężka, ale satysfakcjonująca praca. W piątki dzień pracy jest krótszy, wtedy od razu po zajęciach razem z innymi nauczycielami jedziemy do pubu. Mamy kilka ulubionych miejsc, takich jak pub, który specjalizuje się w piwach belgijskich i cydrach lub pub, którego ogródek wychodzi wprost na cmentarz. To nie przenośnia, a bardzo klimatyczne miejsce! Latem jeździmy do pubu nad rzeką, gdzie można położyć się na trawie i leniwie zacząć weekend. 


fot. Agnieszka Sochoń


Kto przyjeżdża studiować w Cambridge? 

Moi uczniowie przyjeżdżają z każdego zakątka globu. Uczyłam członków rodziny królewskiej z Arabii Saudyjskiej, niezwykle zmotywowanych biznesmenów z Chin, przesympatyczne dziewczyny z Wenezueli, wyluzowanych Hiszpanów, czarujących Włochów i pilnych Japończyków. Pierwszy kontakt z tak międzynarodową grupą był dla mnie niezwykłym doświadczeniem. Uczestnicy kursów wakacyjnych chcą podciągnąć się z języka, fajnie spędzić czas, poznać nowych ludzi, doświadczyć innej kultury. Ja specjalizuję się w kursach egzaminacyjnych. Certyfikaty są potrzebne, by dostać się na lepsze uczelnie w rodzinnym kraju lub by móc studiować w Wielkiej Brytanii. 

fot. Agnieszka Sochoń


Stworzyłaś polsko-angielski związek. To harmonijne połączenie czy spotkanie dwóch różnych temperamentów? 

Harmonijne, choć bardzo się różnimy. Od męża próbuję się uczyć dystansu i nie planowania wszystkiego naprzód. Lubię jego poczucie humoru, cenię lojalność i opiekuńczość. On chwali nasze polskie potrawy i mój zmysł organizacji. 

W Anglii wychowuje się Twój synek. Uczysz go mówić po polsku? 

Tak, mówię do niego wyłącznie po polsku. Czytam po polsku nawet jego ulubione książeczki, które w oryginale są po angielsku. On wszystko rozumie, ale nie chce mówić, bo angielski jest po prostu łatwiejszy. Na przykład słowo 'księżyc' trudniej jest wymówić niż 'moon'. Nie rezygnuję jednak i z uporem powtarzam słowa po polsku. Bardzo bym chciała, by był dwujęzyczny, ale w dużej mierze będzie to zależało od niego. 

fot. Agnieszka Sochoń


W Europie przechodzimy kryzys migracyjny i pojawia się na tym tle wiele napięć. Jaki klimat panuje obecnie w Anglii, w której mieszka już wielu imigrantów? Czy w Cambridge, przyjmującym studentów z całego świata, nie ma tarć, uprzedzeń?  

W samym Cambridge nie, ale to dlatego, że jesteśmy specyficzną społecznością, niezwykle wielokulturową. Mówię 'jesteśmy', bo czuję się jej częścią. I to nie tylko ze względu na studentów, ale też kadrę uniwersytecką. W skład Uniwersytetu wchodzi 35 koledży oraz kilka dużych ośrodków naukowych, takich jak szpital Addenbrookes czy Ogród Botaniczny. Zjeżdżają do nich ludzie z całego świata. Najbardziej widocznym efektem tej imigracji jest różnorodność restauracji, kafejek i specjalistycznych sklepów, w tym kilku polskich.

fot. Agnieszka Sochoń

Jakie nastroje panują w Anglii po wynikach referendum w sprawie brexitu?
 Czy to prawda, że nasila się niechęć do imigrantów? Czy sama ją odczuwasz?

 Kampania przed referendum polegała na podsycaniu strachu, zarówno przed wyjściem z Unii, jak i pozostaniem w niej. Obie strony agitowały w sposób tak agresywny, że niestety rezultatem jest fala skandalicznych ataków na imigrantów. Wandalizm, obraźliwe ulotki, ataki słowne w środkach transportu miejskiego i sklepach, głośne komentarze - tego doświadczają ludzie w miejscach, w których większość uprawnionych do głosowania opowiedziała się za wyjściem z Unii. Policja traktuje te sprawy niezwykle poważnie, ponieważ według tutejszego prawa jest to przestępstwo na tle rasowym, za które grozi kara do 7 lat więzienia. Ja nigdy nie spotkałam się z bezpośrednią niechęcią, wręcz przeciwnie. W Cambridge aż 70% głosujących opowiedziało się za pozostaniem w Unii, a po ogłoszeniu wyników wielu moich angielskich przyjaciół i znajomych okazało mi wsparcie, za co jestem im bardzo wdzięczna. 

Czy jako Polka w Anglii czujesz się w pełni akceptowana, czy zdarza Ci się padać ofiarą negatywnych stereotypów? 

Czuję się obywatelką świata i to chyba przekłada się na mój sposób zachowania, dumę i poczucie własnej wartości. Jasne, że spotykam się ze stereotypami dotyczącymi Polaków, ale raczej w formie żartobliwej, nigdy wrogiej.

Co odpowiada Ci w angielskim podejściu do życia? 

Grzeczność i niewymuszony uśmiech w kontaktach międzyludzkich. Na początku popadałam w panikę, czy znam osobę, która właśnie powiedziała mi dzień dobry i czy w związku z tym powinnam się zatrzymać i chwilę porozmawiać. Wystarczy uśmiech w odpowiedzi. Wiem, że to powierzchowne, ale jak uprzyjemnia codzienne życie! 

fot. archiwum Agnieszki Sochoń


 A co bywa trudne do zaakceptowania? 

To że bardzo trudno jest się przebić przez tę powierzchowną grzeczność i zawrzeć głębszą przyjaźń. 

fot. Agnieszka Sochoń

Jak żyje współczesna Brytyjka? O czym marzy, jakie ma problemy? 

Marzenia są takie jak wszędzie, ale na innym, wyższym poziomie ekonomicznym. Państwo pomaga najuboższym oferując mieszkania komunalne i zasiłki, za to klasa średnia nie marzy o dwóch pokojach z kuchnią, tylko o domku z ogródkiem. Problemy są natomiast dość podobne do tych, które mamy w Polsce. Na przykład: trudno zostawić dobrze płatną pracę, by założyć rodzinę, bo nie sposób dostać miejsca w żłobku, a koszt opiekunki jest bardzo wysoki.

Sporym problemem w Anglii jest rosnąca agresja i uzależnienia wśród młodych kobiet. Z czego to twoim zdaniem wynika?

Z frustracji z powodu sytuacji ekonomicznej. Koszty życia są niewspółmiernie wysokie wobec zarobków. W ciągu ostatnich lat ceny nieruchomości poszły niebotycznie w górę. Koszt nauki też jest wysoki, więc wielu osób na nią nie stać, a to zamyka im perspektywy. 

fot. Agnieszka Sochoń

W polskiej telewizji od lat popularnością cieszą się brytyjskie programy poradnikowe – o tym, jak urządzać domy, jak sprzątać, jak się (nie) ubierać, jak tresować zwierzęta. Sami Brytyjczycy też są tak na nie podatni? 

O tak. W ostatnich latach rekordy popularności biją programy kulinarne. I to do tego stopnia, że zwyciężczyni ostatniej edycji The Great British Bake Off - Nadiya Hussain - dostąpiła zaszczytu upieczenia tortu urodzinowego dla samej królowej! Prowadzący te programy są celebrytami, wydają książki, jeżdżą w trasy promocyjne, swoim nazwiskiem sygnują patelnie, tortownice i produkty spożywcze. 

Rozmawiając o Anglii, nie sposób zapytać o rodzinę królewską. Jak w społeczeństwie odbierane są królowa i księżna Kate? Autorytety, ikony, oderwane od prawdziwego życia celebrytki?  

Pomimo różnych głosów krytycznych, nie podlega dyskusji fakt, że królowa ma ogromne poparcie społeczeństwa. Jest symbolem królestwa, ostoją dawnych wartości. Nie angażuje się w bieżącą politykę, więc jej poglądy nie podlegają krytyce. Bierze za to udział w licznych wydarzeniach związanych z kulturą czy historią. To bardzo bezpieczny wizerunek. Z kolei Kate jest po trosze dziewczyną z sąsiedztwa, a po trosze współczesną ikoną. Jest matką dwójki uroczych dzieci, sama im robi zdjęcia i potem dzieli się nimi ze światem poprzez media społecznościowe. Ładna, uśmiechnięta, szczupła, chwalona za dobry, lecz nie rozrzutny gust, angażująca się w działalność charytatywną. Prasa brukowa nie ma na czym żerować. 

fot. Agnieszka Sochoń

Czy masz swoje ulubione miejsca w Anglii, które warto odwiedzić, a niekoniecznie dowiemy się o nich z przewodnika? 

Jednym z moich ulubionych miejsc jest Wandlebury pod Cambridge. To osada, której początki sięgają epoki żelaza. Ostała się fosa i kawałek muru, w obrębie którego rośnie teraz sad. Jesienią warto przyjść tam na jabłka, a latem zrobić piknik w trawie. Otaczające lasy kryją mnóstwo atrakcji, takich jak budki do obserwacji ptaków, miejsca widokowe czy drogę z czasów rzymskich.

Moja ulica. Fot. Agnieszka Sochoń

Anglia kojarzy mi się z fantastyczną architekturą mieszkalną. Te piękne domy, maleńkie ogródki, harmonijna kolorystycznie zabudowa! Czy tak wygląda okolica, w której mieszkasz? 

Cambridge ma cudowną architekturę uniwersytecką. Trzeba zajrzeć do wszystkich koledży, zgubić się w ich krużgankach, przejść się po mostach przerzuconych przez rzekę... Można się tak szwendać godzinami. Moja ulica jest tradycyjna, ogródki są małe, ale wypielęgnowane, drzwi frontowe pomalowane na różne kolory, a malutkie furtki pełnią funkcję wyłącznie dekoracyjną. Jednak cały ten wiktoriański urok ma poważną wadę - te wszystkie urocze domki są przeraźliwie zimne i wilgotne w środku, zwłaszcza jesienią. To stare, stuletnie budynki, z pojedynczymi szybami w oknach, ogrzewane gazem, który jest drogi. Nie zapomnę mojego pierwszego listopada, a potem grudnia! Święty Mikołaj przyszedł mi z odsieczą i pod choinką znalazłam koc elektryczny - zdarza mi się go włączać nawet w maju. Wystarczy jednak kilka cieplejszych dni i znów nie mogę się oprzeć urokowi tej zabudowy. Jednak w Cambridge czas się nie zatrzymał. W ostatnich latach wyrosło sporo nowoczesnych budynków. Nie wszystkim się to podoba. Ale tak już jest ze zmianami - są nieuchronne.

fot. Agnieszka Sochoń
 

0 komentarze: