Apetyt na Italię - recenzja

czwartek, lipca 28, 2016 Magda 0 Comments


Jeśli jesteś na diecie, nie zniesiesz tej książki. Odstawisz albo tę pierwszą, albo tę drugą.
Matthew Fort, brytyjski pisarz i krytyk kulinarny, postanowił zrealizować podróż, która dla wielu jest spełnieniem marzeń - tych najbardziej zachłannych i pożądliwych, bo związanych z jedzeniem. Przemierzył całą długość Italii w poszukiwaniu najlepszych włoskich smaków. Jego trasa wiodła od Melito di Porto Salvo w południowej Kalabrii aż do Turynu na północy, a pokonał ją jedynym właściwym w tych okolicznościach środkiem transportu - vespą. Relacją z tej wyprawy jest książka "Apetyt na Italię".

Ducha opisanej w niej podróży najlepiej podsumowuje cytat opisujący pierwszy pobyt autora we Włoszech,  jeszcze w dzieciństwie:
Mało pamiętam z kulturoznawczych aspektów tej wycieczki - niekończące się kościoły i klasztory, po których nas ciągano, albo słynne mozaiki i freski, które zdawały się zapełniać każdą dostępną powierzchnię, ale wciąż czuję smak lodów, którymi płacono nam - niczym łapówkami - za każdy kolejny krok (...). I jeszcze winogrona, melonowe plastry i cząstki pomarańczy lukrowane lekkim, kruchym karmelem, a kupowane nad morzem u wędrującego po plaży sprzedawcy, który wołał - "A-ro-via gelati e vitamine B-B" - i odpędzał roje os.

Czym skorupka za młodu... - ma się ochotę powiedzieć, czytając zapiski Forta. Autor dorósł, ale klucz podróży jest podobny. Jej trasa nie wiedzie między zabytkami, ale szlakiem lokali gastronomicznych: trattoria - ristorante - pizzeria - locanda - tavola - calda - caffe. A wszystko co pomiędzy - czyli przesuwające się w czasie jazdy krajobrazy i zasłyszane rozmowy - przypominają sjestę oddzielającą jedną ucztę od następnej. Natomiast dania lądujące na stołach opisano z pietyzmem należnym dziełom sztuki. Posłuchajcie tego:
Na złotym  niczym ciastko toście piętrzyły się niewielkie kostki cynobrowego pomidora, lśniącego od oliwy i soków, i przyprószonego drobinami ciemnej zieleni ziół. Crostino eksplodował chrupkością, a w jego smaku pobrzmiewała nuta słodu. Pomidor był soczysty i słodki, jego smak podkreślony był przez upojną intensywność suszonego oregano.
I jak tu nie zgłodnieć?


Ale podróż, w którą zabiera czytelnika "Apetyt na Italię", to nie tylko lista kulinarnych uniesień. Dowiadujemy się sporo o kulturze jedzenia, historii włoskiego rolnictwa, pochodzeniu potraw, procesie produkcji poszczególnych składników, uprawie warzyw, hodowli ślimaków a nawet tajnikach serowarstwa. Zostajemy też uświadomieni, dlaczego to, co dobre, musi kosztować więcej niż w supermarkecie:
Pochwalamy pracę i poniżenie, jakich samych nie chcielibyśmy się podjąć. Turyście łatwo jest uciec od tych wątpliwości, ponieważ w istocie turystyki leży poszukiwanie przyjemności, a nie prawdy, piękna i codzienności.

Bardzo apetyczna jest ta przejażdżka, w którą zabiera nas Matthew Fort. I pod każdym względem sycąca.


Mocne strony tej książki:

1. Sugestywne opisy włoskich dań, zręcznie splecione z opisami krajobrazów
2. Kilkadziesiąt przepisów kulinarnych - na zakończenie każdego rozdziału opisującego kolejne regiony kraju
3. Niezobowiązująca atmosfera wakacyjnego luzu, a jednocześnie dużo wiedzy o włoskiej kuchni

Komu się spodoba:

1. Miłośnikom gotowania i programów kulinarnych
2. Tym, którzy tak jak ja uwielbiają południe Europy i kraje śródziemnomorskie
3. Wszystkim italofilom, w tym miłośnikom książek Frances Mayes, Marleny di Blasi i Dario Castagno.

"Apetyt na Italię", Matthew Fort
34,90 zł
Wyd. Pascal

Na szczęście przede mną jeszcze jedna podróż kulinarna - recenzja już wkrótce!


0 komentarze: