Z biletem w jedną stronę

poniedziałek, maja 09, 2016 Magda 0 Comments




Podróż dookoła świata – fantazja wielu, którą tylko nieliczni mają odwagę zamienić w rzeczywistość. Dla reszty to raczej kreator wymówek. Boimy się kosztów, odległości, zawieszenia zobowiązań i luki w zawodowym życiorysie. Czasami jednak marzenie nie daje się zepchnąć na boczny tor.
Wybiera nas i czeka, a kiedy nic z nim nie robimy, bierze sprawy w swoje ręce. Marta od dawna myślała o dalekiej podróży, ale nie chciała się rozstać z karierą w dużym koncernie. Tyle, że koncern był innego zdania. Zwolnienie z pracy nie wpędziło jej w depresję ani atak paniki. Zrozumiała: nadszedł właściwy moment. Niedługo później z mężem Tomkiem zarezerwowali bilety. W jedną stronę.

Od jak dawna jesteście w podróży? Czy macie na horyzoncie datę końcową?
Marta Kapica: z Warszawy wyruszyliśmy dokładnie 2 października 2015 roku i nie mamy wyznaczonej daty końcowej. Wszystko będzie zależało od kondycji naszego budżetu, zdrowia oraz od tego, jak wielki apetyt na zwiedzanie świata wciąż będziemy mieli – a na to nie narzekamy.


Laos

Na waszym blogu letsgetlost.pl piszesz, że w decyzji o wyjeździe „pomogło” wam twoje zwolnienie z pracy. Znam kilka osób, które w takiej sytuacji mimo podobnych marzeń nie zdobyły się na ten krok. Lęk o przyszłość i ciągłość zatrudnienia wziął górę. Co byś im doradziła?
W naszym wypadku decyzja też wcale nie była łatwa. Ale po długich rozmyślaniach i analizach doszliśmy do wniosku, że albo teraz spełnimy nasze wielkie marzenie, albo do końca życia będziemy żałowali, że tego nie zrobiliśmy. Postawiliśmy wszystko na jedną kartę. Niezdecydowanym możemy poradzić tylko jedno: jedźcie! Znakomita większość ludzi podróżujących długoterminowo jest zadowolona ze swojej decyzji, a wszystko jest łatwiejsze niż się na początku wydaje.

Jodhpur, Indie

 Ile czasu poświęciliście na planowanie, przygotowania i gromadzenie funduszy?
Przygotowywanie do naszej podróży można podzielić na kilka etapów. Od czerwca do stycznia 2015 r. marzyliśmy o tym, jak wspaniale byłoby pojeździć po świecie. Na początku roku zdecydowaliśmy, że jedziemy i wtedy zaczęliśmy czytać przewodniki, przeglądać blogi i myśleć o podróży jako o czymś, co niedługo stanie się rzeczywistością. Niewiele później okazało się, że muszę odejść z firmy. To było jak impuls, wtedy naprawdę ruszyliśmy z kopyta. Zaczęliśmy wybierać kraje, które chcieliśmy odwiedzić, gromadzić informacje i pracować na mapach. Od lipca zaczęliśmy robić listy rzeczy do kupienia, zajmowaliśmy się też sprawami formalnymi, np. wynajmem mieszkania. Co do gromadzenia funduszy, to nie ma tu żadnej magii: przez osiem lat pracy zawodowej oszczędzaliśmy, aby kiedyś wyjąć pieniądze ze skarbonki na jakiś zbożny cel. I ten moment nadszedł.

Munnar, Indie
 
Co zadecydowało o wyborze waszej trasy i punkcie startowym wyjazdu? Ile państw planujecie odwiedzić?
Zawsze chciałam wybrać się do Azji Południowo-Wschodniej, którą zainteresowałam się po krótkim pobycie w Tajlandii. Tomek z kolei marzył o Ameryce Południowej. Nasza trasa miała więc wstępny, rysowany grubą kreską kształt. Poszczególne kraje dodawaliśmy w zależności od tego, jak je czuliśmy i co nam się podobało. Początkowo zdecydowaliśmy się wybrać do ośmiu krajów azjatyckich i sześciu w Ameryce Południowej, ale ta lista już zdążyła się powiększyć o Filipiny i Brunei i z pewnością jeszcze się rozszerzy.

Gdzie do tej pory podobało wam się najbardziej?
Przy takiej liczbie różnych miejsc i rzeczy, które widzieliśmy do tej pory, nie da się udzielić jednej odpowiedzi. Nie istnieje jeden zwycięzca, zresztą nie o to w tym wszystkim chodzi. Powiedzmy, że mamy swoich faworytów w różnych kategoriach. Z miast zakochaliśmy się w wietnamskim Hanoi, z jaskiń podobał nam się Konglor w Laosie i jaskinie w Parku Narodowym Phong Nha w środkowym Wietnamie, a najsympatyczniejszych ludzi spotkaliśmy na Filipinach. Najbardziej barwne były Indie, które dosłownie bombardowały nas bodźcami na każdym kroku.

SaPa, Wietnam

Zwiedzanie przez kilka tygodni różni się od zwiedzania przez kilka lat. Czy po kilku miesiącach każde kolejne miejsce wywiera na was tak samo duże wrażenie? A może zdarza wam się odczuwać przebodźcowanie, zmęczenie materiału?
Rzeczywiście różnica pomiędzy urlopowym pobytem, a podróżowaniem przez kilka miesięcy, jest ogromna. My wciąż jesteśmy w biegu, ponieważ założyliśmy sobie, że chcemy zobaczyć jak najwięcej i wycisnąć z tej podróży, ile się da. Ma to swoje minusy, bo czasem jesteśmy wyczerpani po nocach w autobusach, całych dniach spędzonych na słońcu i długich wędrówkach. Ale jeszcze się nie zmęczyliśmy ani nie znudziliśmy światem. Każdy kraj na naszej trasie był warty zobaczenia. Wciąż coś nas inspiruje, a po zobaczeniu kolejnego zachwycającego zakątka krew zaczyna nam krążyć szybciej, adrenalina uderza do głowy i znów zaczynamy działać na pełnych obrotach. Jest tyle fascynujących miejsc do odkrycia!

Jaipur, Indie

Czy po pewnym czasie w drodze zmieniliście coś w waszym podejściu do podróży?
Nasza dewiza to nie oglądać się za siebie. Jesteśmy zdania, że jak na pierwszy raz w tak długiej podróży, radzimy sobie świetnie. Niczego nie żałujemy, ale na pewno nabieramy doświadczenia. Jednym z naszych odkryć jest couchsurfing - portal, dzięki któremu ludzie goszczą ludzi w swoich domach. Takie pobyty są bezpłatne, ale to nie to jest ich największym plusem. Dzięki tej inicjatywie można poznać dane miejsce z perspektywy mieszkańca, zjeść lokalną specjalność domowej roboty, poznać ludzi i miejscowe tradycje. Jeszcze w Warszawie gościliśmy dziewczynę z Rosji, ale sami jako goście skorzystaliśmy z couchsurfingu dopiero na Filipinach i jesteśmy zachwyceni. Rodzina LadyAnn i Alfiego z San Fernando podjęła nas po królewsku. Dzięki nim zobaczyliśmy, jak obchodzi się filipiński Wielki Tydzień, znany z krzyżowań i krwawych pokutnych przemarszów. 

Jodhpur, Indie
 
Co daje wam podróż? Czego się dzięki niej nauczyliście?
Odkąd jesteśmy w drodze, codzienne powtarzamy sobie, jakimi jesteśmy szczęściarzami. Jesteśmy zdrowi, mamy siebie nawzajem, wspaniałą rodzinę i przyjaciół, którzy na nas czekają. Oglądamy z bliska rzeczy, które do tej pory widzieliśmy tylko w telewizji. Zrozumieliśmy, że można żyć, niosąc niemal cały dobytek na własnych plecach. Codziennie dowiadujemy się o sobie czegoś nowego. Ćwiczymy cierpliwość, pogodę ducha i empatię. Wielu wspomnień i doświadczeń, które wynosimy z podróży, nie zebraliśmy przez ostatnich 30 lat życia. Doceniamy, jak wiele dał nam los i każdego dnia się tym cieszymy.

A co do było dla was największym zaskoczeniem?
Zdziwiło nas, jak łatwo jest podróżować, że nie ma w tym jakiejś wielkiej filozofii. Czasem martwiliśmy się, że wylądujemy po środku niczego i nie będziemy w stanie znaleźć noclegu. Nigdy tak nie było! Nawet w najmniejszej mieścinie udawało nam się znaleźć łóżko do spania i transport, mimo że podróżujemy budżetowo, więc mamy próg finansowy, którego nie możemy przekroczyć. Najważniejsze to używać języka za przewodnika. A jeśli pojawiają się problemy komunikacyjne, zawsze można dać sobie radę na migi, wspomagając się uśmiechem. On zawsze pomaga.

Plantacja herbaty, Indie
 
Na blogu piszecie o trudach długiej podróży, porównując ją do pracy w korporacji. Co bywa dla was najtrudniejsze?
Wpis porównujący podróżowanie do pracy w korporacji był z przymrużeniem oka, ale długa podróż rzeczywiście nie jest tylko czystą przyjemnością. Musimy w krótkim czasie panować nad wieloma sprawami: szukać biletów, noclegów, planować trasę, realizując w tym samym czasie inną jej część, pilnować budżetu, pisać bloga, przemierzać różne dystanse mniej lub bardziej wygodnymi środkami transportu, często zarywając noce. Pojechaliśmy dla przyjemności, ale nie korzystamy z usług żadnego biura podróży, które wszystko za nas załatwi. Jesteśmy zdani wyłącznie na siebie, a chcemy zobaczyć i przeżyć jak najwięcej.

W drodze, Indie
 
 Udało wam się precyzyjnie zaplanować poziom wydatków? Czy przy takiej podróży – jak przy remoncie mieszkania – człowiek zawsze się przeliczy i wyda więcej?
Założyliśmy sobie pewien próg finansowy, którego nie chcemy i nie możemy przekroczyć. Jeśli niebezpiecznie będziemy się do niego zbliżać, nasza podróż dobiegnie końca. Nie da się dokładnie zaplanować wszystkich wydatków, zwłaszcza, że po drodze dodajemy kolejne kraje. Można kusić się o pewne estymacje, np. na podstawie danych z przewodników, ale i tak będą to tylko szacunki. Na podstawie ostatnich miesięcy wiemy, że podróżowanie po Azji jest łatwe i tanie. Gdybyśmy mieli wyciągnąć średnią i określić, ile wydajemy na miesięczny pobyt w dowolnym z tutejszych krajów, to na dwie osoby byłaby to jedna miesięczna pensja, przyzwoita, ale też nie niebotycznie wysoka. Nie uwzględniamy tu kosztów lotów, bo  korzystamy z nich tylko, kiedy musimy. Po powrocie na naszym blogu letsgetlost.pl planujemy przedstawić dokładne podsumowanie poniesionych kosztów.

Czy spotkały was jakieś przykre przygody? Macie jakieś ostrzeżenia dla ludzi, którzy chcieliby wyjechać tak jak wy?
Na szczęście przykrych przygód mieliśmy niewiele. Czytelnikom i przyszłym podróżnikom możemy jedynie radzić, aby ufali swojej intuicji i zdrowemu rozsądkowi. Jeśli po raz pierwszy jedziesz skuterem, bądź bardziej niż ostrożny, nie szarżuj. Jeżeli masz ochotę napić się alkoholu, wypij piwo, a nie siedem - nie staniesz się ofiarą bójek i rozbojów. Zawsze miej finansowe koło ratunkowe: zapas gotówki i więcej niż jedną kartę płatniczą. Mogłabym udzielić wielu innych rad, ale można je sprowadzić do prostej zasady: żeby być zdrowym i bezpiecznym, trzeba mieć oczy dookoła głowy i włączyć myślenie. 

Jodhpur, Indie

 Podróżujecie we dwoje, spędzacie we własnym towarzystwie  24 godziny na dobę. Czy zdarzają się wam kryzysy?
Faktycznie, od niemal pół roku jesteśmy ze sobą non stop, ale nie zaliczyliśmy żadnego większego kryzysu. Działamy jak dobrze zgrany zespół. Oczywiście zdarzają się sprzeczki, kiedy jedno chce iść w prawo, a drugie w lewo, ale szybko znajdujemy rozwiązanie. Nasze wzajemne towarzystwo nam odpowiada. Czujemy też, że ta podróż nas umacnia, dużo się o sobie nauczyliśmy. Człowiek jest jednak tak skonstruowany, że czasem potrzebuje własnej przestrzeni, choćby tej wirtualnej. Czasami wybieramy więc zajęcia indywidualne: słuchamy muzyki, czytamy albo gawędzimy ze znajomymi na czacie.

Kambodża

Czy w drodze poznajecie wielu nowych ludzi? Zawieracie przyjaźnie na dłużej czy raczej krótkotrwałe?
W podróży poznaliśmy mnóstwo ciekawych ludzi, ale tylko z niektórymi zaiskrzyło. Przeważnie gdy spotykamy innych obieżyświatów, rozmowy z nimi ograniczają się do tego, gdzie byliśmy i dokąd jedziemy. Jest jednak kilka osób, z którymi utrzymujemy kontakt i mamy nadzieję spotkać się w przyszłości. Do tego grona zaliczają się Kolumbijczyk Sergio, Brazylijczyk Carlos, Dan z Izraela, francuskie pary Audrey i Xavier oraz Pauline i Thomas oraz meksykańsko-niemieckie małżeństwo Rocio i Julian. Ostatnio poznaliśmy też wspomnianych już fenomenalnych Filipińczyków. Przed nami jeszcze długa droga i, mam nadzieję, wiele nowych przyjaźni. 

Indie


Podczas podróży prowadzicie blog. Czy codzienny kontakt z siecią, ogarnianie bloga, Facebooka i Instagrama nie przeszkadza wam w całkowitym „zanurzeniu się” w podróż, uważnym byciu tu i teraz? 
Prowadzenia bloga, fanpage’a i Instagrama z podróży wymaga dużo dyscypliny i uporu. Często po całym dniu słaniamy się na nogach, ale i tak staramy się opublikować relację. Nie przeszkadza nam to w pełnym przeżywaniu podróży, a wręcz uzupełnia to doświadczenie. Dzięki reakcjom czytelników jeszcze bardziej doceniamy to, co robimy i gdzie jesteśmy. Dzielenie się naszymi przygodami sprawia nam ogromną frajdę.

Jak wyobrażacie sobie powrót do codzienności po zakończonej podróży? A może powrotu nie będzie?
Perspektywa naszego powrotu jest daleka. Kiedyś przyjdzie moment, kiedy trzeba się będzie zmierzyć z zakończeniem tego etapu i rozpoczęciem kolejnego. Wierzymy, że ta podróż pomoże nam znaleźć receptę na życie w zgodzie ze sobą. Chcemy żyć inaczej niż do tej pory: mieć więcej czasu dla siebie samych i siebie nawzajem, mniej biec, więcej myśleć. To nasz plan na przyszłość. Teraz skupiamy się na radosnym gubieniu się w tym wspaniałym miejscu, jakim jest świat.

Kambodża
 Zdjęcia pochodzą z archiwum Tomka i Marty. Więcej na www.letsgetlost.pl

0 komentarze: