Dziewczyna z Karaibów

poniedziałek, stycznia 18, 2016 Magda 6 Comments


    

To była klasyczna europejska zima: depresyjna, pozbawiona słońca i odbierająca chęć to życia. Katarzyna narzekała na nią jak wszyscy wokół. Ale tylko ona postanowiła coś z tym zrobić.

      Kiedy rozmawiamy, w Polsce jest biało. A jaką Ty masz pogodę i widok za oknem?
Mówi się, że jeden obrazek potrafi powiedzieć więcej niż tysiąc słów więc załączam widoki sprzed mojego biura, gdzie właśnie zaczynam dzień: 




Podobno jednym z powodów, dla których zdecydowałaś się zamieszkać na Karaibach, były nieznośne europejskie zimy. Co jeszcze stało za Twoją decyzją?
 
Wiele czynników się na to złożyło, ale zrozumiałam je dopiero dużo później. Ta decyzja była kompletnie nielogiczna, irracjonalna, nie kierowałam się rozumem tylko intuicją. Miałam świetną pracę i życie w Berlinie. Mimo to postanowiłam wyjechać „w nieznane”. Początkowo na chwilę, ale jakoś szybko wszystko się ułożyło tak, że jestem tu do dziś.
I dziś, po dwóch latach mogę powiedzieć tak: wydaje nam się czasem, że osiągnęliśmy swoje cele, że ułożyliśmy sobie życie, że mamy już wszystko to co chcieliśmy mieć. Ale gdzieś w środku coś nie gra. Nie jesteśmy szczęśliwi. Ciągle czegoś brakuje. A my mamy już dość gonienia bo podświadomie wiemy, że to jest gonitwa za niczym i donikąd. Że ona się nigdy nie skończy. Wtedy, wyjeżdżając, nie zdawałam sobie z tego sprawy – dziś rozumiem to lepiej. Dopóki ktoś sam tego nie zobaczy, nie doświadczy, do końca tego nie zrozumie.

Katarzyna mieszka tylko 300 m od tej plaży

Dlaczego akurat Gwadelupa? 

Na Gwadelupę pojechałam na 10-dniowe wakacje w lutym 2014 r., mając w głowie stereotypy: hotele, palmy, plaże i… nic więcej. Wyspy francuskie okazały się czymś zupełnie innym, niż sobie wyobrażałam. To nie jest raj pozbawiony problemów, bo takie miejsca nie istnieją. Ale to spokojne miejsce na ziemi, gdzie można żyć inaczej. To taki bajkowy zakątek, który mamy w podświadomości i myślimy, że on nie może istnieć naprawdę.
Gwadelupa jest jednym z najpiękniejszych karaibskich archipelagów, nawet osławiona Martynika nas podziwia i nam zazdrości – mam wiele znajomych pochodzących stamtąd i mówiących otwarcie, że preferują tutejsze rejony. Być może gdyby nie ta różnorodność Gwadelupy, już by mnie poniosło gdzieś indziej. Póki co im więcej odkrywam – tym ciekawiej się robi.

   
      Co najbardziej odpowiada Ci w codzienności na Karaibach, która jest przecież inna niż dwutygodniowe wakacje z folderu biura podróży? 

Natura, natura i jeszcze raz natura. Zapytaj kogokolwiek, kto tu mieszka, przyjezdnego czy lokalnego – zawsze usłyszysz „natura”. Często mówię, że życie tu to idealna mieszkanka europejskości i piękna dziewiczych wysp karaibskich. Mamy piękno przyrody, klimatu obok siebie, jednocześnie czując się bezpiecznie w znanych europejskich schematach (bezpieczeństwo, kultura, rozrywki, itd.).

Mimo, że mieszkam w apartamencie z tarasów mam widoki na wschód i zachód słońca, góry, morze, plaże, a obok – piękny ogród z rosnącymi bananami, ananasami, papajami i mango, wokół których latają kolibry. Nie ma tu dużych miast, są dzielnice, gdzie wszyscy się znają. Stres prawie nie istnieje i jest bardzo źle postrzegany. Tutaj żyjąc i pracując, ciągle odpoczywasz. A w weekendy robisz wycieczki w różne nieznane rejony archipelagu – zależnie od tego na co masz ochotę: łódki, wspinaczki, szlaki, plaże, klify, zatoki, ogrody, nurkowanie, snorkling, itd… Możliwości się nie kończą.

Czy jest coś, co cię zaskoczyło?

To, co mnie bardzo tu zaskoczyło to fakt, że nie ma tu absolutnie żadnych zagrożeń śmiertelnych dla człowieka, jak rekiny, itp. Prawdziwy raj, w którym możemy bez obaw czerpać z natury to naprawdę wielki komfort.

Sposób Katarzyny na zdrowe i pyszne jedzenie? Zakupy na targach i w lokalnych sklepikach, których na Karaibach mnóstwo. Pozwala to zaoszczędzić czas, pieniądze i góry plastikowych opakowań.

Opowiedz, jak zrealizowałaś plan przeprowadzki – od podjęcia decyzji po zadomowienie się na Gwadelupie. 

Wypowiedziałam pracę, zaczęłam wyprzedawać wszystkie rzeczy i powoli przygotowywać się do wyjazdu. Sprawiało mi to wielką frajdę. Mówi się, że kobiety kochają zakupy, a mi największą radość sprawiło oddanie tych wszystkich rzeczy, wywalenie z szaf ciuchów, które tam zalegały. Wspaniale jest móc spakować wszystko, co uważasz za naprawdę niezbędne do jednej walizki. To uczucie wolności.
Przygotowywałam się też na wyjazd mentalnie. Rozmawiałam z rodziną, ze wszystkimi najlepszymi przyjaciółmi, ale nawet po podjęciu decyzji nadal się wahałam i miałam dni zwątpienia. W biegu załatwiałam  wizę do Stanów, bo na Karaibach nie da się tego zrobić, a chciałam mieć możliwość podróżowania w te rejony. W końcu na tydzień przed wyjazdem zaczęłam rozsyłać do znalezionych wcześniej biur architektonicznych e-maile, napisane z dużą pomocą znajomych z Francji. I kupiłam bilet. W jedną stronę.
Na miejscu wszystko ułożyło się niesamowicie szybko. Już w pierwszym tygodniu otrzymałam 3 oferty współpracy z różnych biur. Z tym, na które się zdecydowałam, związana jestem do dziś i jest to pierwsza praca w moim życiu, której nie mam ochoty rzucić po kilku miesiącach i w której naprawdę nie ma problemów. Mieszkam z moim chłopakiem w świetnej dzielnicy, 5 minut od biura. Mam bliskich przyjaciół i szerokie grono znajomych, z różnych krajów. Oczywiście wszystko to jest efektem wielkich i bardzo ciężkich i czasem bolesnych zmian, jakie przeszłam przez to doświadczenie. Przeżywałam kryzysy, gdy pojawiały się problemy. Ale moja intuicja ciągle mówiła mi, by się nie poddawać.

Katarzyna na swojej plaży oddalonej 300 m od domu

Panuje przekonanie, że wyjazd gdzieś na stałe wiąże się z założeniem własnej firmy, posiadaniem możliwości pracy zdalnej lub wcześniej znalezionym zatrudnieniem. Ty uważasz, że na Karaibach pracę można sobie po prostu znaleźć na miejscu. Jak udało ci się to zrobić i co doradziłabyś innym, które mają podobne marzenie?

Zawsze mówię, że praca jest wszędzie, tylko ludzie nie potrafią albo nie chcą jej szukać. N moim blogu "Życie Pod Palmami" w dziale “praca” opisuję wiele przydatnych rzeczy a propos autoprezentacji, pisania CV, itp.
Kiedy tu przyjechałam, nie liczyłam w ogóle na pracę w zawodzie architekta. Myślałam „zostanę znów nauczycielką, korepetytorką z angielskiego, a jak nie to recepcjonistką, a jak nie, to kelnerką. Nawet z moim kulawym francuskim. Coś znajdę!”. Naprawdę zdziwiłam się i nie mogłam uwierzyć gdy nie dość, że dostałam kilka ofert pracy, to jeszcze w jednej zaproponowano mi dużo wyższe wynagrodzenie niż to, którego oczekiwałam na rozmowie kwalifikacyjnej.
W czasie studiów pracowałam po dwanaście godzin na dobę przez sześć dni w tygodniu. Nie miałam nawet krótkich wakacji przez jakieś dziesięć lat. Długo pracowałam też za grosze (pierwsza praca, na umowę o dzieło, za osiemset złotych na rękę, druga za tysiąc dwieście, kolejna za tysiąc pięćset) – musiałam więc dorabiać sobie po pracy, np. jako nauczycielka angielskiego. Ale wiedziałam, że doświadczenie jest tego warte. I w końcu zaczęło owocować lepszymi posadami i lepszymi zarobkami. Dziś często słyszę od młodych, że „za 1500 zł to oni nie będą pracować”. Ich wybór i mają do niego prawo, ale chyba nie rozumieją, że żeby kiedyś zarabiać godziwie muszą przez jakiś czas zarabiać mało, by zdobyć doświadczenie.
Na Karaibach ciężko dostać tego typu pracę - gdy nie mamy doświadczenia, nie mamy tu za bardzo czego szukać. Natomiast osoby o bogatym doświadczeniu, kilkuletnim stażu w zawodzie będą tu miały łatwo, bo takich ludzi zwykle tu brakuje. Każdy musi po prostu zaryzykować i spróbować. I tylko tacy ludzie - gotowi zaryzykować - się tu odnajdują.

Wschody i zachody słońca na Karaibach są niepowtarzalne. Tu wschód słońca na dzikiej plaży Bois Jolan na Gwadelupie

Jesteś architektem i na Gwadelupie udało Ci się znaleźć pracę w zawodzie. Opowiesz coś więcej o tamtejszej architekturze? Czy wybierając się na Gwadelupę będziemy mieli możliwość obejrzenia ciekawych kolonialnych budynków?

Niestety nie zawsze. Wiele pięknych budynków się zachowało, ale czasem są zaniedbane. Nowsza architektura bywa tu naprawdę śmieszna. Budynki są niskie, ponieważ mamy tu rejony silnie sejsmiczne. Gdy zaczęłam pracę, pytałam współpracowników dlaczego wszystko jest z betonu, że gdzie ta kolonialna lekkość, gdzie piękne drewniane konstrukcje. Dopiero kiedy przeżyłam pierwsze poważne trzęsienie ziemi i zobaczyłam pierwszą w życiu burzę tropikalną (huraganów jeszcze nie, a są dużo potężniejsze!) – to zrozumiałam: wszystko, co nie jest silnie zazbrojonym betonem po prostu odleci w powietrze lub się zawali. Tak więc architektura tu nie wygląda zbyt okazale. Dodatkowym problemem jest skłonność mieszkańców do szalonych kolorów, które, mimo, że pozytywne, to jednak często nie idą w parze :). Często słyszę, że projektuję za mało kolorowe, za mało żywe elewacje budynków. Ale gdy patrzę na  projekty moich współpracowników, to oczy bolą…
To, co mi się bardzo tu podoba to skala budowli. Wszystko jest w skali człowieka, mniejsze, zatopione w naturze, stanowiące jej część. Zawsze mamy pełno przestrzeni, czuje się trudną do opisania wolność. W mieście jesteśmy przytłoczeni przez architekturę, ona jest za duża, za wulgarna, nie w naszej skali. Tutaj jest inaczej. 
Zachody słońca można podziwiać z plaż hotelowych - są one dostępne dla każdego

Na twoim blogu „Życie pod palmami” widzę mnóstwo zdjęć z plaży, które nie dodają mi motywacji do pracy w szarym biurze. Jak wygląda twój zwykły pracujący dzień?

Pracuję w malutkim, ale pięknie położonym biurze – na najpopularniejszej marinie na wyspie. Jest nas około 6-8 osób, prawie wszyscy wolno-zawodowo, więc atmosfera w pracy jest wspaniała. Podejście do pracy jako takie jest tu zupełnie inne. Nigdy nie robimy nadgodzin. Gdy ktoś popełni błąd to szuka się rozwiązań, a nie winnych.

W biurze nie mamy co prawda rodowitych mieszkańców, ale większość osób tu pracujących jest na wyspach od 10-25 lat. Wszyscy odnosimy się do siebie po koleżeńsku i traktujemy na równi. Razem się śmiejemy, czasem razem jadamy w knajpach. Gdy ktoś ma urodziny lub świętuje, otwieramy szampana (Gwadelupa to region Francji z największym spożyciem szampana!) – czasem bez okazji, tak po prostu, bo „jest piątek”. Zdarzają się też sytuacje komiczne, jak np. szef walczący kijem z mieszkającym obok biura krabem, który wlazł nam na taras o poranku. Ogólnie atmosfera w pracy jest taka, że jak wracam z urlopu to cieszę się, że mogę w końcu iść do pracy i odpocząć od stresujących wakacji w Europie.

Spacer pod palmami - marina w pobliżu biura Katarzyny

Wspominasz, że na Gwadelupie żyje sporo innych pozytywnych „uciekinierów” z Europy. Czy jeśli ktoś raz podjął decyzję o przeprowadzce, zostaje na stałe, czy po jakimś czasie znów wyrusza gdzie indziej?

Prawie wszyscy których znam, są tu już bardzo długo. Ale część osób jest tu na kontraktach przez sześć miesięcy, rok, dwa lata. Zwykle to jest związane z ich pracą i są już do tego przyzwyczajeni, że np. co 2 lata firma rzuca ich w inny rejon świata. Ostatnio poznałam Polaków, którzy niebawem będą wyjeżdżać. Pracują, korzystają z życia i podróżują bardzo dużo, ale trzymają się tylko i wyłącznie z innymi podobnymi osobami. To takie pół-zadomowienie się tutaj, jedną nogą tu, drugą już na następnym przystanku życiowym. Osoby, które naprawdę odkryją to miejsce, wraz z jego całą kulturą, językiem, mieszkańcami mogą dostrzec dużo więcej.  

Większość czasu z przyjaciółmi spędza się na plażach - na piknikach i grillach połączonych ze sportem, jak siatkówka plażowa, wędrówki, wspinaczka

 Czy musiałaś ponieść jakieś koszty decyzji o przeniesieniu się na Karaiby? Czy coś straciłaś, za czymś tęsknisz?

Oczywiście. Największy koszt to rozłąka z rodziną, za którą, pomimo dość częstych wizyt w Polsce bardzo tęsknię. Również rozstanie z przyjaciółmi było bardzo bolesna, tym bardziej, że różnica czasowa nie pozwala nam na swobodne kontaktowanie się w ciągu tygodnia (gdy ja mam czas, oni już śpią). Ale ma to także swoją pozytywną stronę - tak wielka odległość pozwala spojrzeć zupełnie inaczej na Twoje relacje z innymi. Dostrzec, kto faktycznie jest Twoim bliskim przyjacielem, a kto tylko znajomym. Niektóre relacje też się kompletnie rozpadają i to też jest dobre, bo robi się miejsce na nowe osoby.
Poza tym strasznie tęsknię za polskim jedzeniem: bigosem, gołąbkami, ogólnie jedzeniem “u babci”. To jest kolejny dowód na to, że warto wyjechać daleko i zmienić swoje życie - to pozwala dostrzec piękno i wartość tak prostych rzeczy i zrozumieć lepiej to, kim jesteśmy i to co naprawdę lubimy.

Plaża Grande Anse na Gwadelupe - uznawana za jedną z najpiękniejszych na świecie
Rozmawiając z podróżnikami, którzy są w drodze od kilku lat albo zdecydowali się zamieszkać gdzieś w świecie, zdarza mi się słyszeć, że nieuchronnie następuje zmęczenie materiału i egzotyczne strony już tak nie cieszą, a zaczynają nużyć. Wiąże się to z tęsknotą za domem, odmiennością kulturową, a nawet klimatem. Tak, jakby organizm wyczuwał, że nie jest u siebie i zaczynał protestować. Przeżyłaś coś takiego?

Nie. U mnie jest odwrotnie - ja im dłużej jestem w tym miejscu tym bardziej się nim zachwycam i chcę więcej odkrywać. Mój organizm domaga się najwyżej polskiej tradycyjnej kuchni i to jest bardzo ciekawe, bo tutaj teoretycznie w ciepłym klimacie nie powinnam mieć takiego zapotrzebowania na tłuste i gorące potrawy. Mój chłopak się ze mnie śmieje, że jak można jeść ciepłą zupę w tropikach, a ja nie wyobrażam sobie tygodnia bez rosołu czy pomidorowej :D Ale na co dzień jem lokalne owoce, warzywa, mięso i ryby.
Jeśli kiedyś poczuję się tu źle, albo zainteresuje mnie coś innego, po prostu znów spakuję rzeczy do jednej walizki i wyruszę tam, gdzie zaprowadzi mnie intuicja. Na razie delektuję się zmianami jakie zachodzą we mnie i tym wszystkim, czego się tu uczę. Gdy tu przybyłam chciałam realizować mój wielki plan na życie: po kilka lat w każdym wielkim mieście świata, chciałam być “architektem podróżnikiem”, który pracuje w każdym miejscu na Ziemi i uczy się projektować w każdych warunkach, klimacie, itd. Teraz, po prawie dwóch latach tutaj, ten plan się przedawnił. Zwiedziłam w tym czasie wiele miejsc, również tych, w których kiedyś planowałam pomieszkać. Dziś nie wyobrażam sobie już takiego życia.

Zachód słońca z widokiem na wulkan Le Soufriere w części Basse-Terre Gwadelupy

Karaiby kojarzą się z wypoczynkiem klasy de luxe. Czy da się po nich podróżować niedrogo? Jak się tam dostać, gdzie spać?
Nie tyle można, co trzeba. Wakacje pod palmą z drinkiem w ręku w hotelu all-inclusive - według mnie szkoda nie tylko pieniędzy, ale też cennego czasu. Tu jest tak wspaniała natura, tyle do odkrywania, jest tak bezpiecznie, czemu się tego pozbawiać i zamykać w “złotej klatce”? Większość tutejszych turystów to typ podróżnika z plecakiem. Na Gwadelupie są hotele, ale zdecydowanie nie jest to archipelag na wakacje “lux” - są dużo tańsze i lepiej dostosowane do tego miejsca, jak Kuba czy Dominikana. Tutaj naprawdę powinno się przyjechać odkrywać (nie tylko naturę ale też siebie samych), a nie tylko wypoczywać.
Informacji w innym niż francuski języku praktycznie nie znajdziemy, dlatego stworzyłam e-booka “KIERUNEK GWADELUPA: poradnik podróżnika” (do pobrania tutaj), w którym dokładnie opisuję ten archipelag, jak znaleźć tanie loty, jak się tu poruszać, gdzie szukać noclegów, co zobaczyć, itp.

https://zyciepodpalmami.wordpress.com/kierunek-gwadelupa-poradnik-podroznika/


          Jakie nieodkryte przez turystów miejsca na Karaibach polecasz?
To również dokładnie opisałam w e-booku, trochę tego jest. Tak naprawdę nawet rodowici Karaibczycy przyznają, że mimo, że żyją tu od dziesiątek lat sami jeszcze wszystkiego nie widzieli. Najlepiej po prostu pytać. Prawdziwe piękno Karaibów pozostaje ukryte, wiele miejsc znanych jest tylko lokalnej ludności z danego regionu. Ja najciekawsze odkryłam dzięki innym osobom, które mi je wskazały. Część zachowujemy tylko dla siebie, bo nie chcemy, by stały się turystyczną atrakcją, to by zniszczyło ich piękno.

Wieczorne drinki ze znajomymi - najczęściej w oprawie piasku i palm

Jak sobie wyobrażasz swoje życie za dziesięć lat? 

W tej chwili w ogóle nie myślę dużo “do przodu”. Kiedyś wiecznie planowałam, liczyłam czas, lata. Dziś cieszę się chwilą i czerpię tyle ile się da z każdego dnia. Jedno wiem na pewno - nie chcę wracać do europejskiego stylu życia, stresu, zgiełku, pogoni za Bóg wie czym. Być może w ciągu tych dziesięciu lat zmienię swoje zajęcie, być może uda mi się wyegzekwować mój plan na wczesną emeryturę w wieku czterdziestu dwóch lat. A może stanie się zupełnie odwrotnie. Ale czy to ważne? Cokolwiek by się nie wydarzyło, dzięki temu, czego nauczyłam się tutaj, czuję się dużo pewniej sama ze sobą, gotowa sprostać każdej sytuacji. I chyba to się nazywa prawdziwe szczęście i wewnętrzny spokój. 


Zdjęcia pochodzą z archiwum Katarzyny

Warto przeczytać także jej ebook: "Kierunek Karaiby"

https://zyciepodpalmami.wordpress.com/kierunek-karaiby-poradnik-emigranta/


6 komentarzy:

  1. Cudowna odmiana od panującej za oknem zimy!

    OdpowiedzUsuń
  2. Własnie wróciłem i pewnie jeszcze tam pojadę. Warto.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja sama mam nadzieję, że kiedyś dokończę ten wywiad na żywo!

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj.Przeczytalem z zaiteresowaniem.Wlasnie remontuje swojo lodke i pakuje moje kotki Pusie i Tosie wykreslam kurs na Karaiby.pz.

    OdpowiedzUsuń