Pasja dwubiegunowa

niedziela, listopada 29, 2015 Magda 1 Comments


 Trudno wyobrazić sobie bardziej widowiskową ucieczkę z miasta. Dagmara, autorka bloga dompodbiegunem.pl, opuściła Kraków, by zamieszkać pod biegunem. Jednym i drugim!



Rozmawiamy mailowo, dzieli nas 14 tysięcy kilometrów. Niedawno zakończyłaś kilkudziesięciodniowy rejs na Wyspę Króla Jerzego u progu Antarktydy. Jak się płynęło i jak długo tam zostaniesz?

Dagmara Bożek-Andryszczak: Płynęło się w miarę dobrze. Pamiętam rejs na Spitsbergen, który trwał 8 dni i to jak bardzo nam się ten czas dłużył. Teraz już wiedzieliśmy czego się spodziewać, przygotowaliśmy zapas książek i muliny do plecenia bransoletek i przede wszystkim nastawiliśmy się, że ten rejs to będzie całkowity odpoczynek od cywilizacji, pracy w biurze, którą zakończyliśmy na kilka dni przed wypłynięciem, czy codziennego ulicznego gwaru. Czas na wielogodzinne przyglądanie się morzu, obserwacje nocnego nieba z pokładu statku czy podziwianie wielorybów. Oprócz tego razem z naszą grupą staraliśmy się organizować wspólnie czas – oglądaliśmy filmy, zdjęcia z różnych zakątków świata i codziennie przez 1-2 godziny robiliśmy sobie zajęcia sportowe.
Po dwudniowym rozładunku statku w Stacji spędziliśmy pierwszą noc z 31 października na 1 listopada. Od tego momentu zaczął się nasz pobyt w tym niezwykłym miejscu, który potrwa przez cały rok.

Dla Ciebie nie jest to pierwsza taka wyprawa. Gdzie byłaś wcześniej i jak się to wszystko zaczęło?

Od lipca 2012 do lipca 2013 przebywaliśmy z mężem na Spitsbergenie jako pracownicy Polskiej Stacji Polarnej Hornsund im. Stanisława Siedleckiego. To, że akurat wysłaliśmy CV do pracy w takim miejscu było zupełnym przypadkiem – wcześniej prowadziliśmy zwykłe, ustabilizowane życie, które, tak nam się wydawało, w jakimś stopniu będzie dość przewidywalne. Pewnego dnia dowiedzieliśmy się o naborze członków 35 wyprawy polarnej i wystarczyła krótka 5-minutowa rozmowa, aby stwierdzić, że wysłanie aplikacji nic nie kosztuje, a może spotkać nas coś niezwykłego. Dziś uważamy, że była to najlepsza decyzja w naszym życiu, która kompletnie zmieniła nasze postrzeganie świata.

Daga i Piotrek na Wyspie Króla Jerzego

Czym zajmuje się polska stacja polarna? Na czym polega twoja praca?

Stacja polarna to przede wszystkim placówka badawcza, zajmująca się różnymi projektami naukowymi, których wyniki są opracowywane przez polskich naukowców i pozwalają lepiej zrozumieć środowisko arktyczne czy antarktyczne. W Polskiej Stacji Antarktycznej im. Henryka Arctowskiego są m.in. prowadzone badania z zakresu meteorologii, glacjologii oraz monitoringu ssaków płetwonogich i pingwinów, których w okolicach Stacji występują aż 3 gatunki.
Ja natomiast zajmuję się administracją Stacji, wykonuję różne prace gospodarcze czy opiekuję się turystami i grupami naukowymi, które odwiedzają naszą placówkę.

Jak wygląda zwykły dzień w stacji badawczej? Zwłaszcza, jeśli jest to dzień polarny i nigdy nie zapada zmrok?

Zjawisko dnia i nocy polarnej mieliśmy okazję podziwiać na Spitsbergenie, tutaj zaś, na 62 stopniu szerokości geograficznej, niestety one nie występują. Zimą, podobnie jak w Polsce, dzień jest krótszy (najkrótszy trwa ok. 4 godzin), a latem, które niebawem do nas zawita, dłuższy (aktualnie, w drugiej połowie listopada zmrok zapada ok. godz. 23).
Pracujemy 6 dni w tygodniu. O 8:00 jest podawane śniadanie, o 14:00 obiad, a kolacja o 19:00. Dni są wypełnione pracą, którą rozpoczynamy zaraz po śniadaniu i kończymy przed kolacją. Cały czas rozpakowujemy i porządkujemy elementy wyposażenia i zaopatrzenia, które przypłynęły z nami statkiem, wykonujemy prace remontowe czy pomagamy logistycznie badawczym grupom terenowym. Sobota po południu i niedziela to czas wolny – można wtedy wyjść w teren, zaszyć się w pokoju z ulubioną książką czy zaprosić pracowników z okolicznych stacji polarnych na małe co nieco.

Polska Stacja Polarna Hornsund im. Stanisława Siedleckiego na Spitsbergenie
  
Rozmawiałam niedawno z Polkami, które wyprowadziły się do Toskanii i na Bali. Rozumiem je – ciepły klimat, fantastyczne jedzenie, bogata kultura, słońce niemal przez cały rok. Ty wybrałaś drogę pod górę. Co Cię pociąga w zimnych, odległych stronach?

Kiedy płynęliśmy do stacji na północy byłam typowym zmarzluchem niezbyt przepadającym za zimą, chłodem i wiecznie zmarzniętymi dłońmi. Wróciłam oczarowana pięknem lodu i zimna, przywróciłam w sobie dziecięce uczucie radości na widok pierwszego śniegu. Błękit lodowców i czysta biel śniegu to dla mnie jedne z najpiękniejszych kolorów, a gorąca herbata z sokiem po powrocie z terenu smakuje najlepiej na świecie. Świat zimna to mój świat i stałam się jego częścią.

Jak wygląda tamtejsza przyroda? Jakie spotykasz zwierzęta, jakie macie temperatury? 

Jak już wspominałam, w okolicach Stacji można spotkać 3 gatunki pingwinów – maskowy, białobrewy i Adeli. Oprócz tego nad brzegiem Zatoki Admiralicji wylegują się słonie morskie, krabojady i foki Weddela, które nieśmiało podpełzają pod Stację, by na głównej ścieżce uciąć sobie drzemkę. W powietrzu latają wydrzyki antarktyczne i albatrosy, a w wodach Zatoki można spotkać humbaki. Średnia roczna temperatura powietrza wynosi -2°C, latem jest to kilka stopni na plusie, zimą słupek rtęci spada do kilkunastu stopni poniżej zera (trzeba sobie jednak zdawać sprawę, że temperatura odczuwalna jest o wiele niższa).


 Pingwiny białobrewe na Wyspie Króla Jerzego


Co jest najtrudniejsze w polarnej wyprawie? 

Przebywanie w wąskiej grupie osób podczas tzw. zimowania, czyli spędzania miesięcy zimowych w Stacji (latem w obu placówkach przebywa sporo tzw. letników, czyli naukowców i pracowników zatrudnionych na okres letni). Na Spitsbergenie nasza grupa liczyła 10 osób, tutaj 8. Oprócz tego można by też wspomnieć o izolacji od świata zewnętrznego, ale z naszych obserwacji wynika, że część ludzi tutaj przyjeżdżających właśnie czegoś takiego poszukuje.

Czy Twoim zdaniem w takim miejscu jak stacja polarna płeć ma znaczenie? Łatwiej czy trudniej jest być tam kobietą?

Ma znaczenie, ale trochę w inny sposób. Choć zabrzmi to źle, przez wiele lat na wyprawy jeździli sami mężczyźni, ponieważ w takich miejscach jak stacje polarne jest sporo pracy fizycznej, której kobiety z naturalnych przyczyn w większości nie są w stanie wykonywać. Do tego mogą dochodzić napięcia z powodu różnych sympatii czy antypatii. Z drugiej strony jednak obecność kobiet w stacji wpływa pozytywnie na atmosferę, jest bardziej po domowemu, mężczyźni starają się bardziej dbać o siebie, no i przede wszystkim jest czysto (śmiech).
Warto też dbać o higienę psychiczną – codziennie dla wygody chodzi się w odzieży sportowej, na makijaż za bardzo nie ma czasu i potrzeby, ale kiedy przychodzi czas wolny, są czyjeś urodziny czy święta, warto mieć pod ręką elegancką sukienkę, buty na obcasie, ładnie się uczesać i umalować. To jest ważne nie tylko dla mnie jako kobiety, ale również pozytywnie wpływa na otoczenie, wprowadza element odświętności.

Widok na Polską Stację Antarktyczną im. Henryka Arctowskiego
 
Nigdy nie przebywałam w warunkach choćby zbliżonych do tych, w których obecnie funkcjonujesz, więc z pewnością jest wiele rzeczy, o które nawet nie przyjdzie mi do głowy zapytać. Co było dla Ciebie największym zaskoczeniem?

Piękno przyrody, niesamowite zorze polarne na Północy czy dzikie zwierzęta, które w ogóle nie boją się ludzi, traktują nas jako ciekawy obiekt, do którego można podejść naprawdę bardzo blisko. Może jeszcze to, że niektóre przeterminowane produkty spożywcze wcale nie szkodzą, czasami wiatr może tak zawiać, że ma się wrażenie, że ktoś ci wciska z powrotem powietrze do płuc, no i to, że najlepszy do drinków jest lód lodowcowy.

W wyprawach towarzyszy Ci mąż Piotrek. Czy takie wyjazdy wzmacniają więź między partnerami czy są trudną próbą dla związku? W razie konfliktu nie ma przecież dokąd uciec, nie można wyskoczyć na wino z przyjaciółką, żeby się wypłakać.

Nie jestem typem osoby, która musi się komuś wypłakiwać, aby się lepiej poczuć w sytuacji kryzysowej i zazwyczaj radzę sobie sama w takich przypadkach; słucham ulubionej muzyki lub biorę narty i idę w teren. Pobyt w stacji polarnej może zniszczyć związek lub go scementować – myślę, że ten drugi przypadek można odnieść do nas. Potwierdzeniem tego jest fakt, że pojechaliśmy na kolejne zimowanie po 3 latach usilnego wysyłania aplikacji do pracy w tym miejscu.


Rozmawiając o podróżach często pytam o lokalną kuchnię. Oglądałam film „Niebo w gębie”, którego bohaterka, uznana szefowa francuskiej kuchni, gotuje dla pracowników podbiegunowej stacji badawczej. Serwowane przez nią potrawy wydawały mi się trochę nieprawdopodobne. Jak wygląda Wasze codzienne menu?

Właściwie niczym się nie różni od typowej polskiej kuchni. Jeśli ktoś ma ochotę na szczyptę ekstrawagancji – sushi, smażone lody lub pączki – dlaczego nie, wystarczy tylko odrobina chęci, kuchnia jest do dyspozycji. Mięso, ryby, warzywa, owoce przechowujemy w postaci mrożonek w chłodniach o temperaturze -20°C, reszta jedzenia to suchy prowiant, konserwy, soki, produkty w słoikach etc. Chleb pieczemy sami, jak ktoś ma ochotę można zrobić biały ser, kiełbasę czy ukisić barszcz. Największym problemem jest brak świeżych warzyw i owoców, który zaczyna doskwierać w czasie zimowania – zapasy świeżych rzeczy są wtedy zazwyczaj na wyczerpaniu, a warunki zimowe uniemożliwiają jakikolwiek transport.


Zorza polarna na Spitsbergenie

A ludzie? Kogo spotykasz podczas pobytu w stacji? Nie można chyba mówić o poznawaniu zbyt wielu miejscowych? :)

Z miejscowych to faktycznie pozostają nam wdzięczni przedstawiciele okolicznej fauny. Obie stacje są odwiedzane przez turystów, oficjalnych gości, załogi statków czy jachtów oraz oczywiście letnie grupy badawcze, które prowadzą w danym miejscu swoje badania. Tak więc na brak nowych osób w okresie letnim raczej nie można narzekać. Stacja na Spitsbergenie posiada ponad 40 miejsc noclegowych, a nasza na Wyspie Króla Jerzego – ponad 30.

Dalekie podróże zmieniają sposób, w jaki postrzegamy czas. Często zwalniamy, oglądamy świat z innej perspektywy. Ale w tak ekstremalnych warunkach czas chyba niemal stoi w miejscu? Czy w stacji istnieje coś takiego jak „czas wolny” i jak go spędzasz?

Dla mnie czas płynie wszędzie tak samo, tylko my ludzie niekiedy w codziennym zabieganiu nie zauważamy jak bezszelestnie przemijają nam kolejne dni i tygodnie. Tu można smakować czas, czuć jego rytm, żyć świadomie każdą chwilą. Stąd może właśnie owo stwierdzenie, że tutaj czas stoi w miejscu. Mimo że podczas zimowania mniej się dzieje niż w naszej krakowskiej rzeczywistości, tutaj czas jest bardziej świadomie przeżyty i w pełni doświadczony.
Mamy czas wolny i warto dla własnego komfortu starać się go jakoś sensownie wykorzystać. Oczywiście, można go przespać, ale na dłuższą metę w takim miejscu jak stacja polarna nie wpłynie to na nas pozytywnie. Ja najczęściej chodzę w teren, czytam książki, bloguję i staram się stale czegoś uczyć (np. na poprzednim zimowaniu zaczęłam zgłębiać tajniki optymalizacji i pozycjonowania stron internetowych, co pozwoliło mi potem znaleźć ciekawą pracę po powrocie).

Czy łatwo Ci odnaleźć się po powrotach do Polski?

Niestety nie i to jest cena jaką się płaci za takie, jak to niektórzy mówią, ucieczki od rzeczywistości. Nie jesteśmy pierwszymi ani ostatnimi, którzy tego doświadczają. W takich miejscach jak Arktyka czy Antarktyka zostawia się kawałek serca, dlatego rzeczywistość po powrocie zawsze już będzie uwierać, nie będzie już jak uszyta na miarę. Nie da się wrócić do tego stanu komfortu sprzed pierwszej wyprawy. Ale i tak było warto.

Niedźwiedź polarny


Jak myślisz, co będziesz robić za pięć lat?

Niczego nie planuję, życie mnie nauczyło, że nie warto. Jak masz plan, zawsze, nawet podświadomie, będziesz starać się go trzymać i możesz ominąć coś, co niespodziewanie czai się za rogiem. Jedyne to chcę być tak szczęśliwa jak teraz, robić fajne rzeczy w życiu i mieć przy sobie bliskich mi ludzi. Nic więcej nie potrzebuję.

Wasz blog nosi tytuł Dom pod biegunem. Czy kryje się w nim marzenie? Jak wyobrażasz sobie Twój wymarzony dom, gdzie on się znajduje?

Mój dom jest tam gdzie jest mój mąż, więc skoro już drugi raz jesteśmy na końcu świata, niech będzie i na końcu świata. Oczywiście, zawsze pozostaje Kraków, nasze rodzinne miasto, którego nie porzucimy pod żadnym względem, ale dom to stan, który ma się w sobie. I dlatego, tu w Stacji im. Henryka Arctowskiego, czujemy się jak w domu.

1 komentarz:

  1. Ciekawie, z innej perspektywy z dawką filozoficzną w odpowiednim stężeniu.

    OdpowiedzUsuń