Kruche piękno

poniedziałek, października 12, 2015 Magda 0 Comments


Nigdy nie byłam w Afryce. Noszę w wyobraźni jej obraz stworzony przez przygodowe książki i filmy:  falujące od gorąca powietrze, oszałamiające zapachy i dźwięki,  majestatyczne sylwetki dzikich zwierząt na tle zachodzącego słońca. Niewiele brakuje, by była ta wizja stała się wyłącznie literacką fikcją.

Jak będą wyglądać wspomnienia współczesnych afrykańskich dzieci? Czy ich dzieciństwo upłynie skromnie, ale w sąsiedztwie zjawiskowej natury, w towarzystwie zwierząt, jakie maluchy z Europy mogą oglądać tylko w ZOO? Nic z tych rzeczy - twierdzi Tomek Michniewicz, dziennikarz, podróżnik, autor książek i programów w radiu i telewizji. Jego zdaniem 95% dzieci w większości afrykańskich krajów nigdy nie zobaczy dzikiego zwierzęcia. Jak to możliwe? Na całym kontynencie zostały już ostatnie skrawki ziemi, rezerwaty ochrony przyrody, w których można zobaczyć tę Afrykę, którą mamy w głowie.

Dlatego Tomek za pośrednictwem portalu PolakPotrafi.pl w ramach akcji Tatende rozpoczął zbiórkę pieniędzy na ochronę jednego z nich - rezerwatu Imire w Zimbabwe, który podczas licznych podróży do Afryki stał mu się szczególnie bliski.

Imire to jeden z sześciu  rezerwatów w Zimbabwe, jakie pozostały z dawnych trzystu. Na sporym ogrodzonym terenie żyje tu wolno około tysiąc pięćset zwierząt wielu gatunków, w tym słonie, żyrafy, zebry, guźce, antylopy i nosorożce.Te ostatnie w ciągu ostatnich lat znalazły się w dramatycznej sytuacji. Róg nosorożca - jego najlepsza broń - paradoksalnie stał się przyczyną jego niemal całkowitej zagłady. 

W medycynie Wschodu sproszkowany róg nosorożca uznaje się za remedium na choroby wątroby, serca, skóry, nerek, a także za doskonały afrodyzjak. Mimo, że naukowcy stwierdzili, że róg nosorożca składa się wyłącznie z keratyny i nie ma żadnych właściwości leczniczych, kilogram sproszkowanego rogu nosorożca osiąga na czarnym rynku zawrotne ceny - nawet 70 tys. dolarów, czyli więcej niż złoto czy kokaina. Dla zdesperowanych mieszkańców spustoszonego biedą kraju, gdzie bezrobocie sięga 90%, to prawdziwa gratka. Większość nielegalnych dostaw rogów nosorożca trafia do Chin i Wietnamu. 


W Afryce zostało już zaledwie cztery tysiące. czarnych nosorożców. W Zimbabwe kłusownicy wystrzelali ponad 90% całej populacji. Dyktatura prezydenta-generała Mugabe bezprawnie odbiera farmy właścicielom, a na zwierzęta polują uzbrojeni kłusownicy, którzy atakują nawet chronione parki, takie jak Imire. Przeciwko wojskowym najemnikom, polującym na zwierzęta, stają źle wyposażeni, biedni strażnicy rezerwatu, którzy codziennie narażają swoje życie, żeby chronić zwierzęta. Mają broń z lat 60., zamiast porządnych butów do poruszania się w buszu - kalosze, brakuje im krótkofalówek, mundurów, latarek, nie wspominając o solidniejszych zabezpieczeniach. Dlatego Imire potrzebuje naszej pomocy, której możemy udzielić wpierając trwający jeszcze przez trzy tygodnie projekt Tatende na PolakPotrafi.pl.

 Udało się już uzbierać sporą kwotę, a każda dodatkowa złotówka pozwoli na zakup większej ilości wyposażenia, takiego jak krótkofalówki, lornetki, latarki patrolowe potrzebne do skutecznej ochrony rezerwatu w nocy, buty trekkingowe dla strażników, drony wyposażone w czujniki podczerwieni do patrolowania terenu, panele słoneczne, które pozwolą na podtrzymywanie systemu radiowego i kluczowego sprzętu w trakcie przerw w dostawie prądu, które czasem trwają tygodniami.

Szczegóły akcji Tatende znajdują się tutaj:



 Ja już wsparłam! Boję się, że kiedyś będzie za późno.



Zdjęcia: pixabay.com

0 komentarze: