Uczę gotować w Toskanii - wywiad

poniedziałek, września 28, 2015 Magda 1 Comments



 Smak lokalnej kuchni potrafi powiedzieć o kraju więcej niż dziesiątki sfotografowanych zabytków. W przypadku kuchni włoskiej nie trzeba przekonywać do tej teorii. Czy jest lepszy sposób na poznanie Toskanii niż udział w warsztatach kulinarnych? Poznajcie Joannę Sznajder, Polkę, która zajmuje się nimi zawodowo!

MŻ: Od ilu lat mieszkasz w Toskanii? Jak zaczęła się twoja włoska przygoda?

Joanna Sznajder: W Toskanii mieszkam od 2005 roku. Powód dla którego blondynka trafia w samo serce półwyspu Apenińskiego musi być prozaiczny – miłość do Włocha. A jednak ani Włoch, ani okoliczności naszej miłości, ani samo życie już takie prozaiczne nie są. Ale może od początku...
  Z Andreą, moim Mężem, po raz pierwszy usłyszałam się przez telefon. Była to absolutnie miłość od pierwszego usłyszenia. Ten moment zaważył na naszych życiach. Po pół roku od kilkuminutowej rozmowy na temat ceny biletu (pracowałam wówczas w liniach lotniczych) podjęłam ważne życiowe decyzje.  Zamknęłam za sobą wieloletnie małżeństwo i po prawie 10 latach pracy i świetnie zapowiadającej się karierze w Alitalii złożyłam wypowiedzenie i właściwie z dnia na dzień przeniosłam się do Toskanii.
fot. 123rf.com

Andrea ... o nim mogłabym napisać artykuł, a nawet książkę, ale nie wiem czy jeszcze ktoś czyta Harlequin’y :) Włoch, a jak nie Włoch. I chyba właśnie to jest to coś, co podoba mi się w nim najbardziej! Facet, w którego słowniku nie znajdziecie słów: później, niemożliwe, nie da rady. Włoch, który zna kilka języków obcych, to już brzmi egzotycznie, prawda ? Osoba, która słyszy moją prośbę zanim ją wymówię, a może nawet pomyślę. W takim towarzystwie nie miałam najmniejszych wątpliwości co do zmiany miejsca zamieszkania. Dobrze się złożyło, że język włoski już znałam, bo jestem absolwentką italianistyki na UW.


Toskania jest chyba najmodniejszym tłem dla książkowych i filmowych opowieści o ucieczce z miasta i życiu w rytmie slow. Sama mam słabość do powieści Dario Castagno, Frances Mayes czy Marleny di Blasi, uwielbiam też film „Ukryte pragnienia” Bertolucciego. Zawsze zastanawiałam się, jak to jest naprawdę mieszkać w Toskanii? Czy Twoja codzienność jest tak sielska jak w książkach? 

Mieszkam w centrum Pistoi. Niestety nie w takiej scenerii (wielka szkoda) jak bohaterki książek o Toskanii. Nie mam tyle szczęścia i pieniędzy żeby kupić XVI-wieczną willę, otoczoną hektarami winnic i gajów oliwnych. Nie było mi dane inwestować w renowację starych murów czy przywrócić życie zarośniętym rzędom winorośli. Chociaż bardzo bym chciała!



Przed wyjazdem z Polski (mieszkałam w Warszawie) prowadziłam intensywne życie zawodowe i towarzyskie. Wielkie miasto, korki, pośpiech. Wszystko działo się szybko i ciągle brakowało mi czasu. Tu, w Toskanii zaczęłam życie od nowa,  powoli realizując marzenia. Początki były bardzo ekscytujące, takie trochę książkowe. Toskanię znałam już z wcześniejszych, bardzo częstych podróży, ale przy boku prawdziwego Toskańczyka wszystko nabierało innego, prawdziwego smaku. Andrea stał się moim przewodnikiem. W wolnym czasie zjeździliśmy wszystko co możliwe, zobaczyłam Toskanię z zupełnie innej, nieturystycznej perspektywy. Zaczęłam ją czuć, zadomowiłam się i zapuściłam korzenie. I wyhamowałam, pod każdym względem. Przyzwyczaiłam się do pewnych rzeczy, odpuściłam sobie nawet wrodzoną punktualność. Wybaczyłam urzędnikowi z USC, który na organizowany przeze mnie ślub spóźnił się 45 minut !



Mieszkam w wymarzonym klimacie, w pięknym, świetnie położonym mieście. Na spacer jeździmy do Florencji, Lukki czy pobliskiego gaju oliwnego. W ciągu 40 minut jesteśmy nad morzem i w górach. Toskanię mam na wyciągnięcie ręki i jestem z tego powodu przeszczęśliwa. Ale znam osoby, które tego nie widzą, nie doceniają. Piękno też może spowszednieć. A to wielka szkoda.
Mimo to pod wieloma względami codzienność w Toskanii jest podobna do tej w Polsce. Pewne rzeczy są takie same bez względu na to gdzie się mieszka. Jest kredyt do spłacenia, są rachunki do zapłaty, zakupy, zaprowadzenie i odebranie dzieci ze szkoły, prowadzenie domu i praca. To składowe naszego życia i nie ma znaczenia, gdzie mieszkamy. Dla mnie jakość życia to nie tylko miejsce, ale przede wszystkim kochająca rodzina i przyjaciele.



Na swoim blogu www.visitoscana.com chętnie dzielisz się włoskimi wrażeniami. A na żywo proponujesz poznanie Toskanii od... kuchni. Jak powstał pomysł na warsztaty kulinarne? 

Ideą mojego bloga jest przybliżenie miejsc, głównie agroturystyk i hoteli osobom, które planują podróż do Toskanii. Piszę o miejscach wartych odwiedzenia czy restauracjach, gdzie dobrze zjadłam.
Warsztaty - cóż, nie planowałam ich :) Wszystko zaczęło się od maila od mojej koleżanki z Warszawy. Razem ze swoimi przyjaciółkami chciała spędzić tydzień w Toskanii. Ponieważ wszystkie lubią gotować, zapytała, czy udałoby mi się zorganizować dla nich kilka godzin kursu pod okiem prawdziwego szefa kuchni. A dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych.
Tamten tydzień minął dziewczynom zdecydowanie zbyt szybko. Spędziły kilkanaście godzin pod czujnym okiem Elisy, zwiedziły Florencję i miały okazję skosztować wybornych toskańskich win. Marketing szeptany zrobił swoje. W tym roku zakończyły się już VIII warsztaty. Kolejna edycja zaplanowana jest na maj 2016 roku. Ku mojej radości są osoby, które brały udział w warsztatach dwa, trzy razy. Jestem z tego dumna i na stałe wpisałam warsztaty do wiosennej i jesiennej ramówki VisiToscana.  

Uczestniczki warsztatów w komplecie

Skąd Twoim zdaniem wzięła się tak duża popularność włoskiej kuchni? 

Kuchnia włoska to jedna z najbardziej rozpowszechnionych kuchni na świecie. Pizzę czy spaghetti można zjeść w każdym zakątku globu. Zalety diety śródziemnomorskiej znane są od dawna: oliwa z oliwek, sery, szynki, miody, zioła, wyborne czerwone wino to zasługa klimatu i bajecznego położenia.


fot. 123rf.com
Podstawą sukcesu włoskiej kuchni są świeże produkty. A co się z tym wiąże, zasada przestrzegania zmieniających się pór roku. Pewne produkty nawet we Włoszech (musicie uwierzyć mi na słowo) smakują najlepiej w sezonie, w którym występują. Ważna jest też różnorodność, która łączy się z położeniem Włoch na mapie. Morze, góry i urodzajna ziemia oferują pełen wachlarz smakołyków, które najzwyklejsze danie przemienią w dzieło sztuki. Mamy tu doskonałe mięso: słynną chianinę i dziczyznę, ryby i owoce morza, grzyby, trufle, kasztany, winogrona, kilkanaście odmian fasoli, pomidorów i wiele, wiele innych... aż brak mi tchu! W obliczu takiego bogactwa warto pamiętać o pewnych zasadach. Jeśli mamy ochotę na ryby i owoce morza, to najlepiej zjeść je na wybrzeżu. Podobnie z kasztanami, które smakują wyjątkowo w górskich miasteczkach, a nie na nadmorskiej promenadzie.



Wyjątkowość kuchni włoskiej polega też na tym, że koncentruje się ona bardziej na detalu, harmonii smaku i koloru, niż na ilości. Dania są nie tylko smaczne, ale również „miłe dla oka”. Włoskie obiady składają się zazwyczaj z czterech dań. Nie znam osoby, która byłaby w stanie podołać takiemu wyzwaniu. Dlatego porcje są zazwyczaj mniejsze niż w Polsce. Obiad czy kolacja to ważne wydarzenie w życiu rodziny, Włosi lubią celebrować te momenty i z pasją dają upust swoim możliwościom kulinarnym. Chociaż niekoniecznie muszą to być wyszukane dania, wystarczy zwykła pasta al pomodoro (makaron z sosem pomidorowym), pod warunkiem, że wszystko zostało przygotowane własnoręcznie. Najważniejsze jest wspólne biesiadowanie.

fot. 123rf.com
 W Toskanii prym wiedzie prosta, chłopska kuchnia. Przebojem w toskańskich restauracjach są dania, które kiedyś narodziły się z potrzeby: trudne czasy, słabe zbiory, klęski żywiołowe, a przede wszystkim ciężkie lata powojenne, zmusiły mieszkańców małych miejscowości do wykorzystywania tego, co mieli pod ręką. Dania z resztek lub czerstwego chleba są dziś synonimem prostoty i nostalgicznym powrotem do smaków z dzieciństwa. Każdy region, mało tego, każde właściwie miasto i każda gospodyni ma własny przepis na tę samą potrawę. Czasem zmieni rodzaj makaronu, innym razem doda fasoli i tak jesteśmy świadkami narodzin nowego dania.


Kuchnia włoska jest uniwersalna, zadowoli i łasuchów, i niecierpliwych. Pyszne dania można przygotować już w 15 minut.

W Europie znamy włoską kuchnię w wersji pop –  pasty, pizza, sałatki z mozarellą. Na tym nasza znajomość włoskich potraw często się kończy. Czy podczas warsztatów kursanci dowiedzą się więcej?

Często tak bywa, że dania, które zagranicą są ambasadorami danego kraju, stanowią jedynie czubek kulinarnej góry lodowej. Zazwyczaj pewne stereotypy są generowane przez filmy, książki i zapotrzebowanie konsumenta. W rzeczywistości za szlagierami takimi jak pizza, spaghetti czy caprese, ukryta jest feeria smaków i regionalnych perełek, które jesteśmy w stanie poznać tylko będąc na miejscu, chociażby przez tydzień.

Trochę tak jak z moim włoskim. Kiedy przeniosłam się do Toskanii, władałam już biegle tym językiem, ale rzeczywistość zweryfikowała moją wiedzę. Zdałam sobie sprawę, że jeszcze sporo przede mną (i nadal tak uważam). Podobnie jest z kuchnią i gotowaniem, które oddaje ducha miejsca, na które składa się szereg powiązanych ze sobą faktów, Tego nie można nauczyć się jedynie z książek.
Uczestnictwo w warsztatach jest początkiem kulinarnej przygody. Rozwija kreatywność i daje pewność siebie. Elisa, szefowa kuchni, emanuje spokojem. To młoda, ale bardzo doświadczona osoba, Toskanka z należytym wykształceniem i kulturą kulinarną. Nie denerwuje się, gdy coś się przypali, rozgotuje. Na wszystko znajdzie remedium.
Po pierwszym kursie jedna z uczestniczek napisała do mnie, że warsztaty dały jej wielką wiarę w siebie, nie tylko w kuchni. Pozbyła się lęku, że nie zdąży, że coś jej nie wyjdzie. Nauczyła się kreować przepisy, a nie je kopiować. Teraz, nawet jeśli ma do przygotowania wielkie przyjęcie, już się nie stresuje. Traktuje je jak spotkanie towarzyskie, a nie konieczność morderczych przygotowań od świtu.


Warsztaty nie ograniczają się do części techniczno-praktycznej, ale wychodzą poza kuchnię. Ważne jest poznanie pochodzenia produktów. Jeśli warsztaty są pod hasłem “ryby i owoce morza”, to zabieram uczestników na morską wyprawę kutrem rybackim, gdzie oprócz wyciągania sieci, selekcji i czyszczenia ryb, będą mieli okazję skosztować najświeższego spaghetti allo scoglio (spaghetti z owocami morza). Jesienią natomiast, obowiązkowa jest vendemmia (winobranie), między innymi po to, żeby uzmysłowić wszystkim, jak ciężka jest to praca, skosztować nagrzanych słońcem słodkich gron i poznać produkcję toskańskiego wina od podszewki. Nie zapominajmy o zbieraniu oliwek. Buszowanie w morzu szarozielonych liści daje nieopisaną frajdę, nawet jeśli trochę zmarzniemy (zbiory zaczynają się późną jesienią), wszelkie niedogodności wynagrodzi nam wyprawa do frantoio (młyn, w którym oliwki przemieniają się w płynne zielonkawe złoto) i skosztowanie jeszcze “ciepłej” oliwy na pajdzie podpieczonego toskańskiego chleba. A jeśli dodam, że z kieliszkiem wina, to lepiej być nie może !

 
fot. 123rf.com

Trzeba to wszystko przeżyć na własnej skórze, żeby zrozumieć, że toskańska kuchnia zaczyna się dużo wcześniej niż przy kuchennym palniku.

Warsztaty kulinarne w Toskanii brzmią jak marzenie, ale sama nie jestem orłem w kuchni. Czy żeby wziąć udział w warsztatach, trzeba być zaawansowanym w gotowaniu?


Na warsztaty może przyjechać każdy bez względu na to jak gotuje, co gotuje i od jak dawna. To kurs, a nie konkurs. Nawet jeśli w grupie trafi się ktoś, kto jest kulinarnie obyty, to przez respekt dla szefowej kuchni i pozostałych uczestników nie wymądrza się, nie krytykuje i nie chwali się, że umie zrobić coś lepiej.
Ideą warsztatów jest pokazanie, że nawet codzienne gotowanie może nam sprawić przyjemność. Nie traktujmy kuchni jako zła koniecznego. Jeśli do dań, które przygotowujemy, dodamy odrobinę serca i szczyptę zaangażowania, to domownicy będą nam wdzięczni ! Niech zwykły makaron z sosem nie będzie „łatwym” obiadem, a smacznym. Przecież nie chodzi o szybkość przygotowania, ale o efekt końcowy – czyli jakość. Elisa często podkreśla, że jeśli przepis nie wymaga zachowania ścisłych proporcji, warto  eksperymentować i bawić się składnikami. Czasami najśmielsze połączenia mogą okazać się idealne.

fot 123rf.com


Wracając na chwilę do książek – podczas warsztatów uczestnicy mają okazję poznać pisarza Dario Castagno, autora m.in. „Za dużo słońca Toskanii” i „Osterii w Chianti”. Czego mogą się od niego dowiedzieć? 

Dario ma bardzo ciekawy sposób opowiadania. Zazwyczaj zaczyna od krótkiego wykładu na temat regionu Chianti. Przybliża miejsce w którym mieszka i gdzie położona jest winnica z którą współpracuje i której wina degustujemy podczas spotkania. Opowiada o miejscu i jego dziejach, a swoje opowieści przeplata dowcipami i lokalnymi powiedzonkami. Z wyczuwalną nostalgią wspomina swoje młodzieńcze lata, które beztrosko upływały mu na odkrywaniu okolicy i wyprawach w poszukiwaniu niezamieszkałych domostw. Nawiązuje do swojego życia, codziennych spacerów z psem po lesie, mieszkańców czy lokalnych festynów. Doskonale opowiedziane  historie z ust prawdziwego Toskańczyka dają możliwość zasymilowania się z regionem.
Joanna i Dario Castagno
W maju przyszłego roku spotkam się z Dario i uczestnikami warsztatów kulinarnych w Sienie. Tam, jak podejrzewam, Dario będzie w swoim żywiole. Wytłumaczy nam czym jest palio i że za gonitwą, która trwa krótką chwilę, stoją miesiące żmudnych przygotowań. Wprowadzi nas do zamkniętych dla turystów pomieszczeń kontrady Gąsięnnicy i przeprowadzi swoim szlakiem barów :)


Dodatkową atrakcją warsztatów jest zakwaterowanie w malowniczo położonej agroturystyce. Jakie miejsca najlepiej wybierać na noclegi podczas urlopu w Toskanii?

Istnienie mojej firmy, zawdzięczam właśnie temu pytaniu. Znajomi z Polski często pytali mnie gdzie najlepiej wybrać się do Toskanii. Odwiedzając Toskanię kolejny raz z rzędu, nie mieli ochoty na oglądanie po raz enty Krzywej Wieży w Pizie czy Piazza del Campo w Sienie. Zajrzałam więc do notatnika, w którym przez lata spisywałam spostrzeżenia z toskańskich wojaży, przypomniałam sobie miejsca, które odwiedziłam, a o których nie wspomina się w przewodnikach i zaczęłam rozglądać się za agroturystykami.



 Te wybrane przeze mnie, to zazwyczaj miejsca nietuzinkowe, malownicze rudery mozolną pracą wyremontowane przez nowych właścicieli. Znając swoich Klientów, ich zamiłowanie do Toskanii, uwielbienie dla detalu staram się wyszukiwać miejsca z duszą. Szerokim łukiem omijam obiekty z napisem „free rooms” czy „wine tasting”. Intuicja, podpowiada mi, gdzie szukać odpowiednich miejsc. Często na takie poszukiwania wyruszamy całą rodziną. Nie jeździmy utartymi szlakami, bo te zostawiam dla turystów z przewodnikami w ręku. My kierujemy się ... niczym. Często jest to przydrożna kapliczka, samotny cyprys na rozdrożu. Patrzę dalej, inaczej niż inni. W ten sposób stworzyłam bazę miejsc wartych polecenia.

fot. 123rf.com

Pewnego dnia nadszedł moment, kiedy doszłam do wniosku, że jestem na tyle dojrzała biznesowo (wcześniej pracowałam w KLM we Florencji i biurze podróży w Pistoi), że poradzę sobie sama i zarejestrowałam firmę. Nie miałam żadnych wątpliwości tym bardziej, że mam naprawdę solidną bazę i doświadczenie w turystyce  jeszcze z Warszawy. Znam doskonale język włoski, mentalność Włochów, nauczyłam się z nimi pertraktować, no i znam zapotrzebowanie turystów z Polski. A moim największym atutem, którego nie ma żadne inne biuro w Polsce, jest fakt, że mieszkam w Toskanii. Jestem tu, na miejscu ! Wielokrotnie pomagałam swoim klientom w nagłych wypadkach, w poszukiwaniu lekarza, mechanika,  ślusarza, który dorobi klucz ... itd.



Każdego Klienta traktuję indywidualnie i staram się dowiedzieć jak najwięcej o jego potrzebach. Są osoby, które po wyczerpującej pracy marzą jedynie o tym, żeby położyć się nad brzegiem basenu lub w cieniu drzewa oliwnego i poczytać dobrą książkę. Ich nie będą interesowały muzea. Nie ma zatem sensu szukać im miejsca noclegowego w centrum Florencji. Dla innych urlop to jedyny czas, kiedy mogą się oddać swojej pasji, np. jeździe na rowerze. Z tym, że nie mają zamiaru stronić od odwiedzin jakiegoś dużego miasta. Wręcz przeciwnie! Wybiorą się tam właśnie rowerem! Wtedy proponuję coś bliżej cywilizacji. Zdarzają się znawcy dobrego wina, którzy chcą odwiedzić ciekawe winnice. Klienci, którzy wędrują śladami swoich ulubionych pisarzy...itd. Toskania jest w stanie spełnić oczekiwania wszystkich.



Obok warsztatów kulinarnych w Toskanii organizujesz też... śluby. Jak wygląda taka uroczystość?

Zajmuję się organizacją ślubów kościelnych, cywilnych i konkordatowych.  Kiedy otrzymam zapytanie o organizację ślubu, koncentruję się na potrzebach Młodej Pary. Zazwyczaj mają już swoją koncepcję tego wyjątkowego dnia, a ja jedynie staram się urzeczywistnić ich marzenia. Czasami podsuwam im swoje pomysły, ale przede wszystkim czuwam nad tym, żeby wszystko poszło zgodnie z planem. Na początku wybieramy datę , miejsce i zakwaterowanie na czas pobytu. Następnie przechodzimy do organizacji przyjęcia, wyboru restauracji, menu. Dbam o wszystko począwszy od Panny Młodej, jej makijażu i uczesania, poprzez bukiet, dekorację kościoła i sali oraz wyboru fotografa. Pomagam też wybrać, czym Młodzi pojadą do ślubu. Najbardziej popularny w rankingach jest kultowy FIAT 500!



Organizowane przeze mnie śluby, to zazwyczaj uroczystości rodzinne, do 25 osób, ale bywają też bardzo intymne, na które przyjeżdżają tylko Młodzi. Wtedy też pełnię funkcję świadka. A w przypadku ślubów cywilnych w urzędzie, wcielam się w rolę tłumacza.

Na koniec Twoja lista osobista – wymień pięć miejsc, które szczególnie polecasz w Toskanii.

Najbliższa mojemu sercu jest Pistoia. Klimatyczne miasto, które zostało potraktowane per noga w jednym z popularnych przewodników. Nigdy nie zgodzę się z ich opinią, że jest to „duże miasto w nieszczególnie ciekawej okolicy między między Florencją, a Lukką” . Ani okolica nie jest nieciekawa (hektary kolorowych drzewek i widok na pobliskie góry), ani miasto nie jest duże. Jego centrum, to perełka ! Zabytek na zabytku, dzieła m. in. Pisano i della Robbia. To prawdziwa gratka dla znawców sztuki i architektury, ale też dla zwykłego turysty poszukującego toskańskiej atmosfery.

Val d’Orcia (Dolina rzeki Orcia) – toskańskie widoki, te z najpiękniejszych pocztówek. Łagodne wzniesienia, połacie złotych łanów, aleje cyprysowe wyznaczające drogę do domu na wzgórzu, maleńkie kamienne miasteczka rozrzucone jak pęknięte koraliki. Koniecznie przejdźcie się polną drogą, poczujcie na skórze piekące słońce, a na koniec schowajcie się w cieniu samotnego drzewa, na leniwy piknik. Wspomnienie tych miejsc, będzie dla Was jak okrycie się ciepłym kocem podczas długich zimowych wieczorów.


Pitigliano – miasto widziane z oddali, sprawia wrażenie wyrzeźbionego w ogromnej skale tufowej. Spacer wąskimi uliczkami miasteczka, malownicze widoki, które rozpościerają się z każdej strony wzgórza, zapamiętacie na długo. A stąd już tylko krok to Saturnii i dobroczynnych źródeł.

Przejazd Volterraną – bardzo malownicza trasa łączącą Florencję z Volterrą i wybrzeżem. Kilkadziesiąt kilometrów mniej i bardziej ostrych zakrętów. Niekończące się pagórki, pola uprawne, pasące się owce, gaje oliwne, soczystozielone winnice – kwintesencja Toskanii,  a zarazem urozmaicenie przeprawy z interioru nad morze. Do tego, możliwość odwiedzenia pięknych miast: Colle val d’Elsa, San Gimignano, Volterra.

Monte Argentario – najpiękniesze toskańskie wybrzeże. Z krystaliczną wodą, kolorowymi portowymi miasteczkami, maleńkimi plażami (w większości  kamiennymi), restauracjami nad brzegiem morza, bajkowymi wschodami i zachodami. Szum fal, krzyk mew, odgłosy kutrów rybackich - to wszystko przenosi nas w zupełnie inny wymiar.



Miejsce piąte - trudno ograniczyć się do tak krótkiej listy, dlatego wybrnę z tego dyplomatycznie: każde miejsce, które wyda się Wam wyjątkowe, takie które natychmiast przykuje Waszą uwagę jest warte odwiedzenia. Jeśli nie musicie być gdzieś na konkretną godzinę (w wakacje raczej to nie grozi), to zjedźcie z autostrady. Często zupełnie przez przypadek traficie do miasteczka, którego mieszkańcy nie są jeszcze zmęczeni widokiem turystów.



A tak już zupełnie na koniec. Może nie mieszkam w wiekowym domu z kamienia, otoczonym hektarami winnic, a do mojej posiadłości nie prowadzi droga wyznaczona przez szpaler cyprysów, to mieszkam w Toskanii. Tej prawdziwej. Nie koloryzuję, nie upiększam, a opowiadam o niej i pokazuję tak jak widzę. Jestem obiektywna, bardzo zasadnicza i czasami może nawet zbyt surowa. Staram się odróżnić rzeczy piękne od rzeczy pięknie zrobionych pod turystów i tę wiedzę przekazuję moim klientom.



Aleję prowadzącą do naszego przyszłego toskańskiego domu zaczynam już widzieć, samego domu jeszcze nie. Chociaż może pierwszy zarys…

fot. 123rf.com

Wszystkie informacje o warsztatach można uzyskać na stronie: www.visitoscana.com
lub pod adresem: info@visitoscana.com


O ile niepodpisane inaczej, zdjęcia pochodzą z archiwum Joanny Sznajder.
Zdjęcie otwierające - pixabay.com

1 komentarz:

  1. Ten wpis niesamowicie działa na wszystkie zmysły!

    OdpowiedzUsuń