O pisaniu o podróżach

piątek, września 11, 2015 Magda 0 Comments


Dlaczego założyłam bloga?

Nie znoszę relacji z cudzych wakacji.
Unikam jak ognia pokazów slajdów, wieczorków tematycznych urządzanych w klubokawiarniach i blogów (tak, hipokryzja!) dokumentujących podróże dzień po dniu. Wykręcam się wymówką, kiedy ktoś zaprasza mnie na wspominki z tysiąca i jednego zdjęcia. Z trzaskiem zamykam książki w formie wyjazdowych protokołów, beznamiętnie odtwarzające sekwencje zdarzeń.

Nie jestem w tym odosobniona. Wystarczy zajrzeć na portale gromadzące miłośników podróżowania. Kiedy tylko jakiś nieszczęśnik nieopatrznie pochwali się swoją wyprawą, zaraz posypią się gromy. Że się nie zna, że opowiada bzdury, fałszuje rzeczywistość, nie zna wielowiekowego kontekstu historii, jest zielony jak Amazonia i w ogóle niech lepiej siedzi w domu, bo inni podróżują lepiej, mądrzej i ciekawiej. Pisanie o podróżach bywa niewdzięczne.

Niektórzy mówią, że chodzi o jakość – dziś publikuje się o wiele więcej niż kiedyś, dlatego przez sito przechodzą teksty średnie i słabe. Ale moim zdaniem problem leży gdzie indziej. Dzisiejszym publikacjom brak ważnej funkcji, którą pełniły reportaże i pisma geograficzne kilkadziesiąt lat temu: przybliżania czytelnikom odległych, egzotycznych krain, których ci nie znali i prawdopodobnie nigdy nie mieli ujrzeć (ciekawe, ile w związku z tym prześlizgnęło się trudnych do zweryfikowania konfabulacji). Dziś podróże są dostępne dla każdego. Od ekscytujących czasów odkrywców i podróżniczych pionierów świat nieporównanie się skurczył. Garstka reporterów usiłuje nas jeszcze czymś zaskoczyć: odkryć przeoczone lądy, dotrzeć do zapomnianych plemion, zaobserwować osobliwe zjawiska. Z coraz marniejszym skutkiem.

fot. 123rf.com
Globtroterzy gonią w piętkę. Gorączkowo próbują, dotrzeć tam, gdzie innych jeszcze nie było. Wymknąć się szponom turystycznego biznesu, udowodnić sobie i innym, że podróżują inaczej, prawdziwiej, oryginalniej. Nic z tego. Doświadczenia kiedyś zarezerwowane dla wybranych dziś mogą stać się udziałem każdego. Jedyne odkrycia, jakich możemy dokonać, to nasze osobiste. I to one najbardziej mnie interesują.

Od szczegółowego zapisu przebiegu podróży wolę wysłuchać tego, jak podróż zmieniła mojego rozmówcę. Czego się dowiedział? Co zabrał ze sobą oprócz pamiątek, które pokryje kurz, i zdjęć, których prawdopodobnie nawet on sam nigdy ponownie nie obejrzy? Kim się stał? To takie opowieści, szeptane w górskim schronisku, dworcowej poczekalni czy backpackerskim barze rozpalają moją wyobraźnię i sprawiają, że siedzę zasłuchana.

O tym jest ten blog. O moich Wielkich Odkryciach w skali mikro, które na zawsze zmieniły sposób, w jaki żyję i widzę świat. Te odkrycia są dostępne dla każdego. Nie wymagają niedościgłych ekspedycji. Nie raz są na wyciągnięcie ręki. Zaraz Wam opowiem. Czytajcie :)


0 komentarze: