Mauritius. Podróż do Edenu

środa, września 02, 2015 Magda 3 Comments



Na butelce rumu Green Island napisano: "Mauritius został stworzony zanim powstał Raj i posłużył jako model jego budowy. Mark Twain, Wzdłuż równika, 1897”. Sącząc trunek wymieszany z mleczkiem kokosowym i sokiem z ananasa, przyznaję pisarzowi całkowitą rację.


Mauritius, ojczyzna dodo, leży w południowo-zachodniej części Oceanu Indyjskiego, ok. 900 km na wschód od Madagaskaru, 15 godzin lotu z Polski z przesiadką w jednym z portów europejskich. Wyspę zamieszkują głównie Hindusi, Pakistańczycy i Kreole, pochodzący od niewolników i wolnych robotników przybyłych z Afryki i Azji. Większość Maurytyjczyków posługuje się językiem kreolskim, a w mediach dominuje francuski. To pamiątka z okresu, gdy Mauritius był francuską kolonią (1710-1810). Później, w czasach brytyjskiego kolonializmu (1810-1968) na wyspie osiedliło się stosunkowo niewielu Brytyjczyków, ich dziedzictwo widać jednak na drogach, gdzie obowiązuje ruch lewostronny. Wyspa jest niewielka (krótsza średnica to 47 km, a dłuższa 61 km), co  pozwala dokładnie ją zwiedzić w niedługim czasie. To idealne rozwiązanie dla tych, którzy tak jak ja nie lubią odjeżdżać z poczuciem niedosytu.



Flic en Flac

Dobrą bazą wypadową jest Flic en Flac na zachodnim brzegu wyspy. Miejscowość posiada coś w rodzaju promenady z barami i sklepikami z pamiątkami, chociaż bardzo daleko jej do europejskiego wyobrażenia o nadmorskim kurorcie. W części południowej znajduje się skupisko niewielkich hoteli, w północnej zaś powstały mieszanej urody betonowe kompleksy mieszkalne, zbudowane na ziemi w kolorze ochry, zajmowanej dawniej przez plantacje trzciny cukrowej, będące alternatywą dla pięciogwiazdkowych wakacji. Rezydowanie w „ekonomicznej” części Flic en Flac ma wiele dobrych stron: przystępne ceny, ładna, niezbyt zatłoczona plaża, a zamiast hotelowych restauracji - sklepiki i stragany, w których można kupić świeże owoce, ryby i skorupiaki oraz lokalne przysmaki: bananowe chipsy, wodę kokosową czy chrupki z curry.


Wielki Błękit

Plażowanie na Mauritiusie przypomina zdjęcia z folderów biur podróży. Szeroki pas białego piasku łagodnie ściera się z turkusowymi wodami oceanu. Bezkres wybrzeża oswajają malownicze wzgórza i palmowe zagajniki, tworzące przytulne zakątki, w których można zaszyć się z kapeluszem i książką. Spokoju tej sielankowej scenerii nie burzy myśl o czyhających w wodzie niebezpieczeństwach. Wyspa otoczona jest ciasnym pierścieniem rafy koralowej, który – z wyjątkiem portowego Port Louis i południowego Gris Gris – szczelnie chroni przybrzeżne wody przed morskimi drapieżnikami. To dzięki rafie powstały liczne przybrzeżne laguny, wymarzone do leniwego dryfowania na materacu i snorkelingu.


Katamaran

Aby najpełniej czerpać z uroków wody i słońca, warto wynająć katamaran i przez cały dzień niespiesznie snuć się między brzegiem, rafą koralową a niezamieszkałymi, malowniczymi wysepkami. Podczas częstych przystanków na kąpiele i nurkowanie najprzyjemniej jest po prostu unosić się leniwie na powierzchni wody, obserwując misterne rozety koralowców, przemykające w dole pasiaste rybki i wijące się między kamieniami nakrapiane węże. Nie kusi schodzenie głęboko w dół, gdzie może czaić się jadowita szkaradnica łudząco podobna do podłoża. Przy odrobinie szczęścia można spotkać delfiny. Natknięcie się na przepływające tuż obok stado należy do przeżyć mistycznych.


Załoga katamaranu dba też o strawę dla ciała. Na bezludnych wysepkach, których u wybrzeży Mauritiusa jest sporo, urządzają piknikowe postoje. Przygotowane w cieniu drzew stoły i paleniska zachęcają do pieczenia tego, czego dostarcza ocean. Po godzinach spędzonych wodzie i słońcu grillowania ryba i owoce morza wraz ze szklaneczką rumu smakują nieziemsko! Na deser soczysty ananas i pieczone banany.



Île aux Cerfs

Najsłynniejszą z licznych wysepek u wybrzeży Mauritiusa jest Île aux Cerfs, raj dla turystów. Mieszczą się na niej knajpki, kawiarnie, sklepiki z rękodziełem, pole golfowe i park żółwi. Niezapomnianych wrażeń dostarczy parasailing. Na niewielkiej drewnianej platformie ruch jest spory, co kilka minut lądują i wzbijają się w powietrze kolorowe parasole spadochronów. Fruwać każdy może, nie przeszkadza w tym nawet łopoczący na wietrze hidżab niektórych klientek. Z lotu ptaka przybrzeżne wody mienią się różnymi odcieniami turkusu i błękitu, plamami kamieni i podwodnych roślin, a słońce jest na wyciągnięcie ręki!




Park Casela

Mauritius to prawdziwy raj dla miłośników egzotycznej przyrody. Na wyspie znajduje się kilka parków prezentujących rozmaite okazy tropikalnej fauny i flory, lokalne oraz przywiezione z odległych zakątków świata. Park Casela, położony 5 km od Flic en Flac, posiada hodowlę 142 ptaków z całego świata. Można tu także wybrać się na samochodowe mini-safari, spacerować u boku tygrysa oraz przeżyć dreszczyk emocji spacerując po linowych pomostach czy sunąc w uprzęży na linach zawieszonych nad malowniczym kanionem.



Chamarel

Dalej na południe znajduje się rejon Chamarel, słynący z najwyższego na Mauritiusie (83 m) wodospadu powstałego na rzece St. Denis, spektakularnie spływającej do głębokiego krateru. Niedaleko stąd można podziwiać ciekawe zjawisko geologiczne – ziemię w siedmiu kolorach, które powstały w wyniku nierównomiernego stygnięcia lawy. Pamiątką z tego miejsca są słoiczki z ziemią ułożoną warstwami, które można wymieszać ze sobą, wstrząsając pojemniczkiem. Po upływie nocy kolory w tajemniczy sposób z powrotem będą rozdzielone!


La Vanille Crocodile Park

Główną atrakcją La Vanille Crocodile Park na południu wyspy są krokodyle sprowadzone z Madagaskaru i pokaźna hodowla żółwi. Karapaks żółwia olbrzymiego osiąga 1,5 m długości, a waga zwierzęcia dochodzi do 360 kg. Żółw olbrzymi należy do zwierząt najbardziej długowiecznych na ziemi, najdłuższa odnotowana do tej pory długość życia to 255 lat. Żółwie występowały na Maskarenach naturalnie, ale zostały wytępione przez holenderskich żeglarzy, traktujących je jak żywe konserwy. Na żółwiach wolno przysiąść pozując do zdjęcia. Czasem żółw rusza z kopyta razem ze zdumionym pasażerem, na którym siła zwierzęcia robi wrażenie adekwatne do sytuacji: olbrzymie.


Sega

W niektórych restauracjach można zobaczyć pokaz segi, tradycyjnego tańca niewolników z XVIII w. Po całym tygodniu ciężkiej pracy na plantacji trzciny cukrowej afrykańscy robotnicy gromadzili się przy ognisku żeby napić się rumu, śpiewać i tańczyć, przygrywając sobie na instrumentach sporządzonych z tego, co akurat było pod ręką: koźlej skóry, nasion, metalu, garnków, patelni, łyżek. Sega jest rytmiczna i bardzo zmysłowa, a słowa piosenek towarzyszących muzyce nie pozostawiają złudzeń, co ten taniec ma obrazować. Z dala od nastawionych na turystów restauracji, przed swoimi namiotami przyjezdni z miasta także rozluźniają się po tygodniu pracy jak niegdyś ich przodkowie, a tańce i śpiewy w ich wydaniu maja niewiele wspólnego z uładzonymi i wytwornymi pokazami w knajpkach. Bębny i klaskanie są tu donośniejsze, a śpiew w nieformalnym wydaniu przypomina raczej gorące okrzyki, uwodzicielskie chrypienie i godowe pohukiwania. W ciemnościach żarzą się węgle, tlą kadzidełka i lśnią białka oczu osadzone w ciemnych twarzach. Nazajutrz na plaży znaleźć można będzie pozostałości tych nocnych posiedzeń: ślady po paleniskach, łódeczki z liści wypełnione kwiatami, orzechy kokosowe rytualnie przemalowane na kolorowe główki. Fale łagodnie je turlają i zabierają w głąb oceanu.


Czy ktoś widział dodo?

Dodo, legendarny nielot znany z czasów kolonialnych, którego nazwa pochodzi od holenderskiego określenia oznaczającego „okrągły tyłek”, przetrwał tylko w relacjach dawnych podróżników oraz na rycinach z epoki, nie licząc kilku niekompletnych szkieletów pozostałych po wypchanych okazach. Ptak wyginął w XVII w. z powodu niszczycielskiej działalności człowieka oraz sprowadzonych przez niego na wyspę świń i szczurów. Podobno. Mnie udało mi się spotkać Dodo tylko w formie wszechobecnych pamiątek: figurek, obrazków i nadruków na koszulkach. Wylądował także w moim paszporcie w formie pieczątki. Po szklaneczce rumu mogłabym przysiąc, że przez chwilę się poruszył.


3 komentarze:

  1. Było pięknie, mam nadzieje, ze niebawem powtórzymy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Popieram! W tamtym rejonie świata przed nami jeszcze dużo białych plam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super opis, tylko podostrzył apetyt przed nasza podróżą na tą rajska wyspę

    OdpowiedzUsuń