Jesień w Paryżu

poniedziałek, września 07, 2015 Magda 2 Comments


W życiu i w podróżach nie lubię kierować się poczuciem obowiązku. Coś, co wybierają niemal wszyscy, przestaje mnie interesować aż do czasu, kiedy znów stanie się kusząco niemodne.

Między innymi dlatego nigdy nie byłam w Egipcie ani w Stanach i cieszę się, że na wyjazd do Albanii zdecydowałam się dziesięć lat temu, a nie w te wakacje, kiedy jednocześnie trójka moich znajomych niezależnie nadawała z tego kraju fejsbukowe relacje (choć oczywiście Albanii życzę jak najlepiej i uważam, że w pełni zasługuje na obecną popularność). To chyba kompleks każdego podróżnika: dotrzeć tam, gdzie inni nie dotarli, być pierwszym, szybszym, bardziej oryginalnym. W czasach, kiedy nie ma już geograficznych tajemnic, to namiastka bycia odkrywcą.
Ale są rzeczy, których po prostu trzeba w życiu spróbować i miejsca, które trzeba zobaczyć. W tej sprawie warto uwierzyć na słowo. Bo nawet, jeśli by się nie żałowało, to tylko dlatego, że nie miałoby się pojęcia, co się straciło. Jedną z pozycji na mojej podróżniczej liście 'must have', jest, oprócz Prowansji w czasie kwitnienia lawendy, Kuby w czasie komunizmu i Santorini w czasie każdym, Paryż jesienią.


Dlaczego Paryż, nie muszę chyba tłumaczyć, choć podejmę próbę za chwilę. Dlaczego jesienią, a nie wiosną albo latem? Po pierwsze, jest mniej tłoczno, ceny noclegów spadają i na ogół jest jeszcze ciepło. A wczesna, złota jesień, która maluje liście na drzewach, wydobywa z tego niezwykłego miasta paletę barw niespotykanych w innych porach roku.


Paryż przyciąga turystów wspaniałą historią, opinią stolicy mody, światowej klasy zabytkami, najlepszymi muzeami i galeriami. Pierwsze skojarzenia, które na każdego odwiedzającego wywierają turystyczną presję: Pola Elizejskie, Luwr, Muzeum d'Orsay, katedra Notre Dame oraz Wieża. I choć tym wspaniałościom nie można odmówić czaru, tym razem pozwólmy sobie na zwiedzanie Paryża zupełnie bez planu. Pieszo. Bezinteresownie, nie bacząc na obowiązkowe punkty na mapie. To wtedy można odkryć to, co w tym mieście najciekawsze.


Fasady kamienic oblepiają narożne kawiarenki, które rozlewają na chodniki swoje ogródki. Ich markizy i plecione krzesełka przeważnie są czerwone i czarne, jak w tytule powieści Stendhala. Goście siedzą twarzą do słońca i do ulicy, podziwiając toczące się tam codzienne przedstawienie jak z teatralnej loży.


W sobotnie przedpołudnia w najmniej spodziewanych miejscach wyrastają bazarki i pchle targi. Znajdziemy je nad Sekwaną, na skwerkach i przesmykach między ulicami. Można tu kupić mydło i powidło: od używanych zabawek za grosik po muzyczne, wydawnicze i modowe rarytasy. Wśród staroci upolujemy stary aparat lub maszynę do pisania, co jeszcze bardziej zachęci nas do osobistych prób uwieczniania miasta, które tyle razy już sfotografowano i opisano, a jednak wciąż jesteśmy go głodni. W starych kufrach i walizkach trafimy na odrobinkę pożółkłe albumy o modzie i sztuce,  a na wieszakach i manekinach - wyszywane cekinami jedwabne cudeńka.


Takie miejsca budzą instynkt poszukiwacza skarbów. I słusznie, bo Paryż wciąż kryje prawdziwe gratki. W całym mieście stoi wiele pustych, porzuconych mieszkań, także w starych, najdroższych dzielnicach. W 2012 r. odkryto wypełniony wspaniałymi antykami i dziełami sztuki apartament aktorki Madame de Florian, która uciekła z Paryża w 1942 r. i nigdy nie wróciła. Mieszkania nie otwierano od czasów wojny, czyli przez siedemdziesiąt lat! Całe wyposażenie, ukryte pod grubą warstwą kurzu, przetrwało w nienaruszonym stanie, w tym portret właścicielki, który sprzedano za ponad dwa miliony euro. Więcej o tym niezwykłym znalezisku przeczytacie tutaj, gdzie można też zobaczyć zdjęcia: themetapicture.com 

 Z targu wyszłam ze starą, pozłacaną puszką po herbacie Lipton. A amatorom zdobyczy książkowych polecam kultową księgarnię-antykwariat Shakespeare and Company:


Zgłodnieliście? Z witryn patiserii kuszą pralinki, chrupiące bagietki i kolorowe, puszyste makaroniki we wszystkich smakach świata. Można też wstąpić na crêpes, czyli naleśniki.


Na bazarku kupimy świeże warzywa, znakomite sery i świeże kwiaty. Jeśli nie chcemy jeść w knajpce, możemy zrobić zakupy i urządzić piknik nad Sekwaną. Lista zakupów: bagietka, kilka rodzajów sera, szampan. W wersji ekonomicznej: wino musujące.




 Siedzieć w popołudniowym słońcu z nogami opuszczonymi nad rzeką i wzrokiem utkwionym w fasadach kamienic i ażurowej konstrukcji wieży Eiffle'a to przeżycie z pogranicza teraźniejszości i wyprawy do wspaniałej przeszłości. Niektórzy zdecydowali, że chcą tak już zawsze i zamieszkali na barce przycumowanej na Sekwanie.


Ruszajmy dalej. Pola Elizejskie. Nad głową korony złotych i rudych drzew, które z równym wdziękiem prezentują się jako pozbawione liści czarne gałęzie w listopadowym deszczu. Po lewej rzeka z wody, po prawej ze świateł i klaksonów. Nie wiadomo, która piękniejsza.
Kamienice. Dostojne, jasne, wysokie, z wąskimi perskimi okiennicami i kutymi balkonami i latarniami. Nie mają sobie równych. Gdyby zawiązali mi oczy i kazali zgadywać gdzie jestem, Paryż poznałabym właśnie po nich.

Montmartre, dzielnica artystów. Po wspinaczce pod bazylikę Sacré-Cœur, wśród stoisk z pieczonymi kasztanami i kramów z reprodukcjami Art Nouveau, czas na chwilę przerwy przy filiżance café au lait. Najtaniej przy barze, najpiękniej na ulicy. Pamiętajmy, że w Paryżu nawet podczas odpoczynku obowiązkowo należy wyglądać pięknie i elegancko. Może wyłowi nas łowca modelek albo malarz, który zapragnie namalować nam portret?





 Pora jeszcze na pamiątki. Może francuskie perfumy?



Na koniec: pocztówka z podróży.


A na otarcie łez - album do przeglądania w domu.

Do zobaczenia w Paryżu!

2 komentarze:

  1. Od razu przychylniej patrzę na jesień! Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się i zapraszam częściej :)

      Usuń