Rattan Resto, czyli jak założyć hotel na Bali

poniedziałek, lipca 27, 2015 Magda 0 Comments


Wyobrażacie sobie swoją emeryturę? Macie przed oczami siebie w okolicach siedemdziesiątki? Co widzicie? Turkusowy ocean, leżak nad basenem skryty w cieniu palm, przy stoliku drinki z sokiem ze świeżo wyciskanych owoców... i własny biznes!
Na twarzy czujecie powiew oceanicznej bryzy, a na waszym smukłym, opalonym ciele kojący dotyk dłoni młodej masażystki... zaraz, zaraz czy jesteśmy we właściwej bajce?

Tak, to możliwe, pod warunkiem, że jesień życia postanowicie spędzić w Indonezji. Jak Sijf van Zuilen, holenderski emeryt, który od kilku lat prowadzi hotel Rattan Resto na Bali.



Do Loviny na północnej Bali dotarłam przed świtem, po kilkudniowej włóczędze  przez zielone wzgórza i plantacje herbaty, bananowe gaje, serpentyny ryżowych tarasów, wulkany i huczące wodospady spływające z gór porośniętych skłębioną dżunglą. Rozklekotany autobus wysadził mnie przy głównej ulicy, opustoszałej o tej porze. Przystanek znajdował się przed całodobowym supermarketem. Niestety obsługa nie miała pojęcia, gdzie znajduje się polecony mi przez znajomego hotel Rattan. Dogorywający przed wejściem imprezowicz-rastaman także obojętnie wzruszył ramionami. Zarzuciłam więc plecak na ramiona i ruszyłam przed siebie. Po paru krokach minęłam urokliwy Hotel Dupa.


Przyjemny, jednak byłam zdeterminowana, żeby odnaleźć Rattan.
  – Nie pożałujesz – zapewniał tajemniczo mój znajomy.

W szarzyźnie świtu prawie go minęłam. Byłaby to niepowetowana strata. Ciężka, czarna brama Rattanu jest jak furtka do krainy czarów. Od frontu bronią jej wysokie klatki z egzotycznymi ptakami, a z tyłu ciasny pierścień strzelistych palm. Tropikalny ogród z orzeźwiającym granatowym basenem otaczają niskie budynki, z których każdy ma własny styl i kolor, tworzące zdumiewająco harmonijną całość. Każdy ma też inny budulec: muszle, gałęzie drzew lub tytułowy rattan. Niech Was nie zwiedzie imię gospodarza – nie ma ty miejsca na syf, hotel spełnia najwyższe standardy. Kiedy biorę prysznic w łazience pod gołym niebem, zdejmuję z włosów opadające kwiaty migdałowca i słyszę śpiew dziesiątków gatunków ptaków.


Sijf częstuje mnie znakomitą kawą. Podkreśla, że parzy ją w europejskim ekspresie, bo ta balijska do niczego się nie nadaje. Ciekawe, co powiedzieliby na to amatorzy najdroższej na świecie kawy kopi luwak, powstałej na bazie ziaren nadtrawionych przez tutejsze cywety.  Ciekawi mnie jego historia. Hotel pierwotnie należał do zaprzyjaźnionego małżeństwa, które z powodów osobistych musiało wrócić do Holandii. Para pilnie poszukiwała osoby, której mogliby powierzyć opiekę nad hotelem.


Przejął go Sijf, z zawodu rzemieślnik specjalizujący się w wykonywaniu rattanowych mebli i dekoracji z naturalnych materiałów. Przeprowadzka na Bali była dla niego strzałem w dziesiątkę. W zimnej Holandii był samotny, tu przez cały rok cieszy się słońcem  i uroczym towarzystwem swojej indonezyjskiej przyjaciółki, która jest jego prawą ręką. A hotel pozwolił mu w pełni realizować swoje artystyczne pasje. To Sijf nadał hotelowi nazwę i jego wyjątkowy styl. Idę w ślad za nim, kiedy prezentuje mi kolejne pokoje, wykładane od sufitu po podłogi muszlami lub w całości (łącznie z zewnętrznymi ścianami) wyplecione z rattanu, przez które przenika oceaniczna bryza. Młodzi pomocnicy taszczą wielki, fantazyjny konar, który wypełni dwupoziomowy apartament urządzony w klimacie dżungli. Czuję, że Rattan to arcydzieło, ukoronowanie pracy całego życia.


Sam Sijf w niczym nie przypomina typowego seniora: krzepki i opalony, żyje według motta wiszącego w klimatycznym barze Rattanu: There’s no better life than a good life. Zdejmując z patelni śniadaniowy omlet z pomidorami, jest już po porannej kąpieli w gorących źródłach w malowniczym Banjarze. Mówi, że ciepłe kamienie i masaż kokosowym olejkiem są najlepsze na kości. Wieczorem wpadną przyjaciele, którzy też spędzają tu drugą młodość.


W karcie z drinkami widzę dedykację: To all Bali expats who died on the island the loved (wszystkim ekspatom, którzy odeszli na wyspie, którą kochali). Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że wyspa także ich kocha.


fot. www.tripadvisor.com, Marieta58



0 komentarze: